yeti - blog
-
Psia k...
Nie, nie chodzi o przysłowiową „psią kość". Nie chciałem tego pisać w tytule żeby nie było jakoś tak brzydko... Prawda jednak jest taka : chodzi o psią kupę. Temat może dziwny ale powiązane z nim zdarzenie było tak niespodziewane, niecodzienne i niespotykane, że muszę go Wam opisać.
Psia k... »
Nie, nie chodzi o przysłowiową „psią kość”. Nie chciałem tego pisać w tytule żeby nie było jakoś tak brzydko… Prawda jednak jest taka : chodzi o psią kupę. Temat może dziwny ale powiązane z nim zdarzenie było tak niespodziewane, niecodzienne i niespotykane, że muszę go Wam opisać.
Otóż w dniu wczorajszym (29 listopada) ok. godz. 15,30 na ul. Mickiewicza pod drzewkiem stojącym przy przychodni kolejowej piesek robił kupkę. Piesek był młody (rasy Wam nie podam – nie znam się aż tak dobrze na rasach), w biało – brązowe łaty. Nie robił tej kupki na chodniku ale pod drzewkiem więc można by pomyśleć, że kupka wsiąknie za czas jakiś w ziemię dostarczając tym samym drzewku składników niezbędnych do życia. Tak właśnie pomyślałem widząc opisaną wyżej sytuację. Widywałem już bowiem nie raz pieski na smyczy załatwiające swoje cięższego kalibru potrzeby wprost na chodnik. Ale nic z tych rzeczy – nie tym razem ! Otóż ten piesek też był na smyczy, której drugi koniec trzymała młoda panna (?). Ubrana elegancko, w czerwony płaszczyk i wysokie, czarne kozaczki. I teraz uwaga ! Dochodzimy do sedna tematu – kiedy okazało się, że piesek zakończył – panna przykucnęła i trzymając w dłoni woreczek zgrabnym ruchem zgarnęła do jego wnętrza wydalony przez swojego ulubieńca produkt po czym spokojnym krokiem oddaliła się w stronę ul. Słowackiego. Zrobiła to z takim wdziękiem i w tak naturalny sposób że aż słów brakuje na opisanie tego zjawiska…. Czyli – można ! Trzeba jednak widać posiadać odpowiedni poziom kultury osobistej. To w zasadzie wystarczy.
Przy okazji przypomniały mi się własne doświadczenia w tym zakresie, kiedy latem będąc w Ełku wychodziłem z psem mojego chorego kuzyna. Nie był to jakiś tam piesek ale baset a ta rasa produkuje ile wlezie. Mój „pierwszy raz” uczyniłem ze sporą dawką obrzydzenia – nie miałem jednak wyjścia. Chory kuzyn (któremu przecież bardzo chciałem pomóc) uprzedził mnie, że u nich wszyscy (no może prawie ) właściciele psów tak robią i że ewentualne pozostawienie kupki psa na chodniku lub trawniku na pewno od razu spotka się ze zdecydowaną reakcją przypadkowego przechodnia narażając mnie na sporą dawkę nieprzyjemności . Tak więc – zrobiłem to ! Zebrałem ciepłą kupę do woreczka i wrzuciłem do pierwszego napotkanego kosza na śmieci. I wiecie co ? Nie bolało ! Nikt się ze mnie nie śmiał, nikt nie wytykał palcem. Podczas następnych spacerów było już……normalnie. Przy okazji rozglądałem się intensywnie po trawnikach i chodnikach w poszukiwaniu jakiejkolwiek psiej kupy. Bezskutecznie !
Drogi właścicielu pieska ! Zebranie kupki Twego ulubieńca do woreczka nie boli ! Pokaż ludziom że można, trzeba i należy to robić. Robiąc to na pewno się nie ośmieszysz a wręcz przeciwnie – dasz świadectwo swojej kultury a może nawet zarazisz innych ? Nie zważaj na głupie, do niczego nie prowadzące dyskusje na temat bezpłatnych woreczków i innych bzdetów. Wyrzuć tą kupę ! Przekonasz się, że nawet wyrzucanie gówna może przynieść satysfakcję.
Ostatnie wpisy autora
Komentarze z blogów
-
Ale to już było do przeczytania w internecie...24-05-2012 15:01
-
Niepokoi mnie tylko ten skrót "cba" ;-)22-05-2012 09:07
-
i powstało juiż nowe - niezależne od władz Gminy Kobylanka forum mieszkańców. Zachęcam do udziału.http://www.niedlabiogazowni.cba.pl/16-05-2012 07:17





Kontakt: