drukuj

Nostalgia?!-nie życie!

Tagi:

Miałam nic nie pisać narazie ale...czynniki ludzkie mnie zmobilizowały.
W przacy ciężko,harówka a od rana bombardują "nowinkami"w pracy,każdy coś chce i gwar przy tym.
Wyszłam do pracy i...się zaczęło...jak dobrze,że panią widzę bo..." i tak kilaka razy(nie to,żebym była zła na "zachciewajki" moich ludzi)ale to lawinowe coś chcenie i wybijanie z rytmu pracy. Trudno....
Pracuję już w jednym miejscu ok 7 lat i ludzi zna się,Ludzie mi ufają powierzają takie sprawy,że nie powiedzieli by nikomu,pewnie tylko księdzu:-).Mówią o swoich problemach,chorobach i  o...OGŁUPIAJĄCEJ SAMOTNOŚCI.Dzięci dorosłe,mieszkające daleko,jeszcze dalej albo "tuż za rogiem" a oni sami w czterech ścianach bo nie ma kto ich odwiedzić.Zazwyczaj z powodu zięcia upss nie chodzą do córek,żeby nie zaszkodzić małżeństwu.Ale większość ma problemy z chodzeniem.
Ludzie mają różne charaktery,w oczach sąsiadów nie raz uchodzą za dziwaków. Zamknięci w 4 ścianach rozpatrują w swoich myślach co zrobili nie tak,że rodzina ma ich w głębokim poważaniu,gdzie się podziali znajomi...roztrapują te swoje rany i wpadają w depresje,strasznie dziwaczeją w skrajnych przypadkach.
Mam kilka swoich ulubionych "samotnic" zawsze chwilkę pogadam,nawet jak ma chroniczny brak czasu.
Dzisiaj mało zawału nie dostałam jak zobaczyłam "ulubienicę"w stanie totalnej rozsypki psychicznej,doręczyłam jej list z niedobrymi wiadomościami ale to jej tak nie rozkleiło.Rozkleiła ją samotność,ujrzałam ją zapłakaną,trzęscą się i gadającą bez ładu i składu.Chciałam zadzwonić do jej córki ale nie pozwoliła mi odszukać numeru telefonu bo..A ja jestem tylko obcą osobą (godną zaufania) więc nie mogę jej grzebać w szafkach,pogadałam z nią ale niewielki był skutek próbowałam ją przytulić ale nie chciała(ja też nie lubię jak ktoś mnie obejmuje w chwilach słabości) ale wyczułam jaka jest chudziudka...czyżby nie jadła?!
Kobieta w sile wieku,pobożna ale ciągle mówiła o śmierci,końcu udręki,i ciężarze dla córek,byłam przerażona bo tyle się słucha o samobójcach a ona tak wysoko mieszka.Wyszłam z mieszkania i zadzwoniłam na pogotowie ,przedstawiłam sprawę(na moje oko to powinna natychmiest znaleźć się na oberwacji na Broniewskiego) ale niestety to nie ich działka bo co innego jakby coś sobie zrobiła ale nie gadanie  o śmierci.doradziła mi aby iść do przychodni w którwj się leczy...dobrze,że Stargard to "wiocha"...
Siostra środowiskowa pójdzie do niej z rana(powiedziałam,że sprawa bardzo pilna,)bo już teraz jej nie ma w pracy a starsi ludzie nie lubią zmian.
Oby do jutra nic się nie stało.Nie wiem kto tak ustala prawo,że nie ma w takich sytuacjach pilnej pomocy.
Ech życie 

Stargusia
Autor:Stargusia

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze
Stargusia
Stargusia pon., 2011-11-28 20:41

Sorki za błędy ale tutaj

Sorki za błędy ale tutaj chyba nie da się ich poprawić a bynajmniej nie umiem.