nasze mmkowe sprawy

W jednym z komentarzy obiecałem, że napiszę, jak postrzegam rolę dziennikarza obywatelskiego – takiego, jak każdy z nas, który pisze na mmstargard. Może będzie trochę nudno, ale w końcu słowo się rzekło...
Mam tę niewątpliwą przyjemność, że hobbystycznie pisałem za czasów „słusznie minionych". Piszę również teraz, bo sprawia mi to przyjemność. Poza tym sprawdzam czy zwykły obywatel bez umocowań formalnych „coś może". Mam więc porównanie, jak to kiedyś bywało.
Kiedyś nie mieliśmy internetu, telefonów komórkowych a aparat fotograficzny był rarytasem.
Dziennikarz był „namaszczony" przez jedyną partię i pisał „po linii i na bazie".
Dziś rozwój techniki daje praktycznie nieograniczone możliwości dotarcia ze swoimi tekstami, zdjęciami do każdego. I to bez cenzury.
Zwykli ludzie – przechodnie, przypadkowi świadkowie wydarzeń - przy pomocy powszechnie dostępnych narzędzi (telefony komórkowe, aparaty fotograficzne, laptopy, szybkie łącza internetowe i odpowiednie aplikacje internetowe) są w stanie przekazać informacje o konkretnym zdarzeniu światowej społeczności ( w postaci tekstu, dźwięku, fotografii i filmu).
News może zacząć się od dziennikarza, ale już się na nim nie kończy.
To zwykli ludzie są świadkami wydarzeń i coraz częściej informują o nich bez pośrednictwa dziennikarzy.
News nie jest już informacją podaną przez medium i odebraną przez czytelników. Każda informacja żyje w sieci przez komentarze i odnośniki, „czytelnicy" mogą ja zmieniać, uzupełniać i rozpowszechniać dalej. Opinia publiczna nie przyjmuje już news bezkrytycznie.
Wystarczy kamera w telefonie i dostęp do Internetu. Do założenia bloga nie jest potrzeba specjalistyczna wiedza. Na całym świecie publikują całe rzesze nieprofesjonalnych dziennikarzy. Ogromna ilość oddolnych dziennikarzy jest lepsza, szybsza, często bardziej profesjonalna od zawodowych dziennikarzy.
Dlaczego tak się dzieje?
Bo my – dziennikarze obywatelscy - jesteśmy niezależni od wydawców, redaktorów naczelnych i linii programowych mediów. Jesteśmy szybsi i lepiej znamy internet, dzięki czemu nasze informacje są ciekawiej podane. A co ważniejsze bliższe zwykłym ludziom.
Nie mamy obawy przed konkurencją. Działamy z motywacji wewnętrznej. Świetnie znamy temat, na który piszemy.
Bywa, że nie podoba się to profesjonalnym dziennikarzom. To jednak nie jest problem. Gorzej, jeżeli nie podoba się to WŁADZY. I tak bywa niestety zbyt często.
Jak reagują przedstawiciele władzy na uwagi obywatelskich dziennikarzy?
Z profesjonalistą można się „dogadać". Zaprosić na kawę, w zaciszu gabinetu przedstawić swoje racje. Bywa, że zaproponować etat w magistracie. A z takim 'obywatelskim" to nie wiadomo, co zrobić.
I jaka jest zwyczajowa reakcja? Nie dostrzegać. Nie reagować.
W myśl zasady: nie mówimy o problemie to go nie ma. Ale niestety tak się już nie da i to z powodów już przeze mnie wspomnianych. Bo my możemy także pisać , publikować i oficjalnie komentować.
Żeby nie być „gołosłownym" powtórzę pytania, które padały w moich artykułach i nie uzyskały reakcji. I nie chodzi zaraz o realizację zgłaszanych postulatów, bo dziennikarz obywatelski patrzący ze swojego punktu może się mylić. Jednak można by mu odpowiedzieć.
Oto kilka z pytań, który już kiedyś padły w moich artykułach:
1. Czy schody do przychodni nocnej w budynku byłego Luxpolu będą remontowane?
2. Co z pomnikiem na placu Wolności?
3. Czy o każdej porze będzie można na dworcu PKP płacić kartą płatniczą?
4. Czy będzie więcej koncertów na Rynku Staromiejskim?
5. Jak będzie organizowana kolejna edycja Miss Miedwia by na miedwiańskim amfiteatrze,
a także na okolicznych uliczkach nie dochodziło do „dantejskich scen"?
6. Co z kosztami administracyjnymi przy zmianie nazwy?
7. Co ze zlikwidowanym na złom pomnikiem pionierów ZNTK?
8. Czy organizacja ruchu na ul. Warszawskiej jest prawidłowa?
9. Czy mimo remontu (modernizacji) ul Szczecińskiej przechodnie nadal będą ochlapywani
wodą ze stojących po deszczu kałuż?
I teraz na koniec pytanie do dziennikarzy profesjonalnych. Objęliście nas opieką, stworzyliście portal, a teraz zostawiacie „samych sobie" ?
Są przykłady pozytywne, jak np. wycięcie chaszczy przy węźle na obwodnicy po artykule na mmstargard (od tego czasu jest to robione systematycznie).
Prawdą jest także, że cześć z problemów z mmstargard nasi profesjonalni dziennikarze drążyli dalej. Część artykułów poprzez sam fakt opublikowanie ich a papierowym wydaniu otrzymuje wyższą (co nie oznacza skuteczną) siłę rażenia.
Część spraw załatwiłem sam. Miałem czas i możliwości. Rada Gminy w Kobylance zmieniła regulamin na promenadzie i już od roku można jeździć po niej rowerami, firma przeprosiła za zajęcie ścieżki rowerowej. Wymagało to jednak wykonania kilku telefonów, wysłania kilku e-mailów czy spowodowanie zainteresowania instytucji zwierzchnich. Tylko czy to nasza rola – dziennikarzy obywatelskich?
Co wy na to drodzy mmkowicze?












Kontakt:
Na początek pozwolę sobie
na małe pytanie - czy pisanie za czasów komuny miał rzeczywiście hobbystyczny charakter ? Może uchylisz rąbka tajemnicy gdzie publikowałeś swoje prace ?
Ad rem - myślę, że podobnych pytań każdy z MM-kowiczów mógłby sformułować kilka razy więcej. Może nawet bardziej sensownych bo odnoszących się przede wszystkim do spraw miejskich czyli takich, które mogą być rozwiązane przy udziale osób zajmujących stosowne stanowiska w urzędach i miejskich instytucjach. Ale - jak to ktoś kiedyś powiedział - nie chwalą nas więc chwalmy się sami.....
Szczerze mówiąc zazdroszczę czasu i możliwości a także umiejętności autopromocyjnych.
Co do roli dziennikarzy obywatelskich - nie bardzo rozumiem - jeśli ktoś decyduje się być dziennikarzem obywatelskim to raczej powinien zdawac sobie sprawę po co to robi i co dzięki temu chce osiągnąć. Po co w takim razie zostaje sie dziennikarzem obywatelskim ? Dla autopromocji ?
yeti:-)
@yeti:Nie wiem jakie masz doświadczeniea propos komuny, ale uwierz, że można było mieć swoje hobby. A na poważanie to w latach 80-tych Stargardzkie Towarzystwo Kultury wydawało "Wieści Stargardzkie" (jako kontynuacja tych wydawanych zaraz po wojnie) i tam pisaliśmy o różnych sprawach. Tylko technika była inna i cykl wydawniczy bardzo długi. Ale,ale wolałbym rozmawiać o tym co przed nami. Bo jak powiedział pewien zany człowiek: przeszłość i teraźniejszość są naszymi środkami, a tylko przyszłość jest celem.
A po co się zostaje dzinnikarzem napisałem chyba w swoim wpisie na blogu. Ale to tylko moje zdanie. A tym czasem, jakk śpiewał Młynarski:róbmy swoje :-)
Moje doświadczenia z czasów
komuny są jak najgorsze i to pod wieloma względami. Na pewno nie należałem do grupy partyjnych prominentów, nie miałem także nic wspólnego z róznymi spółkami zakładanymi w latach 1970-1990. Na szczęście macki komuny nie sięgały na tyle głęboko, by zabronić ludziom mieć swoje hobby.
Fakt - róbmy swoje nie zapominając wszakże o przeszłości i minionych czasach.
,
,