W stargardzkiej przychodni lekarz nie przyjął pacjentki z półpaścem
Olga Kałuża, która na kilka dni przyjechała do Stargardu z Anglii jest rozgoryczona, że lekarz z przychodni przy ulicy Szczecińskiej nie chciał jej przyjąć. Podkreśla, że była w ciężkim stanie.
– Miałam wysoką gorączkę, na dole pleców pęcherze wielkości fasoli, czułam straszny ból – opisuje objawy kobieta. – Byłam w przychodni, w której kiedyś zawsze się leczyłam. Lekarz odpowiedział mi, że mnie nie przyjmie. Dodał, że jego nie obchodzi to, że jestem pacjentem unijnym i że z takimi jak ja jest za dużo biurokracji. Kazał mi iść do lekarza prywatnie.
Zapłakana i cierpiąca pani Olga pojechała do przychodni „luxpolowskiej", gdzie leczą się jej rodzice. Liczyła, że tam jej pomogą. Ale odmówili, bo pacjentka nie była zarejestrowana w ich systemie. W końcu koleżanka córki poradziła, by pojechały do szpitala. Tam dostała zastrzyk przeciwbólowy i leki. Okazało się, że zachorowała na półpasiec. To ostra choroba zakaźna, którą wywołuje wirus ospy wietrznej.
– Po co jesteśmy w Unii Europejskiej jeśli w naszym kraju unijna karta pacjenta nie jest uwzględniana? – z rozżaleniem mówi pani Olga. – W Anglii nigdy takich problemów nie miałam.
Przyjęcia pacjentki z półpaścem odmówił lekarz Tomasz Burdzyński. Mówi, że miał kolejkę pacjentów, którzy – by dostać się do lekarza – musieli rano wstać, by się zarejestrować. A na każdego ma tylko 10 minut.
– W pierwszej kolejności przyjmuję pacjentów, którzy są zadeklarowani w Narodowym Funduszu Zdrowia – wyjaśnia Tomasz Burdzyński, lekarz z niepublicznej przychodni przy ul. Szczecińskiej. – Z pacjentami unijnymi często są problemy. Uważają, że im się wszystko należy od razu. A ta pani chciała wejść do gabinetu „z marszu". Półpasiec nie jest chorobą, która zagraża życiu. Można się na nią leczyć nawet we własnym zakresie.
Lekarz dodaje, że kazał kobiecie się zarejestrować i czekać tak jak inni w kolejce. Ale nie chciała.


























Kontakt:
Ten cytat oddaje wszystko
"Z pacjentami unijnymi często są problemy. Uważają, że im się wszystko należy od razu. A ta pani chciała wejść do gabinetu „z marszu"(...)Lekarz dodaje, że kazał kobiecie się zarejestrować i czekać tak jak inni w kolejce. Ale nie chciała. "
Jak by lekarz zrobił wyjątek to by musiał go robić ciągle. I nie wierzę, że ludzie czekający w kolejce nie denerwują się jak ktoś wchodzi poza kolejnością. Wystarczyło się zarejestrować i poprosić ludzi w kolejce, a na pewno by się zgodzili. A jak ktoś jest umierający to nie idzie do lekarza tylko na pogotowie, bądź od razu do szpitala. Tyle w temacie.
Pewnie zaraz zostanę zmieszany z błotem za wyrażanie swoich poglądów, ale niestety takie mamy przepisy i niestety trzeba ich przestrzegać.