W Stargardzie nowe parkingi i stare zasady
Starówka,
chciałbym poruszyć temat parkingów świeżo wykonanych na ulicy Grodzkiej, ale niestety zarządca zapomniał chyba zabrać znaku drogowego.
Ostatnimi czasy na Starówce non stop prawie się coś się działo i dalej dzieje, jeżeli chodzi o budowy - płyta główna wymieniona wraz z otaczającym ją terenem ( ławeczki, szkoda że czasami nie można na nich usiąść, bo albo są obsrane, albo się bezdomni wylegują), hotel przy Darkacie, zabudowa narożnika Kazimierza Wielkiego i Chrobrego i w końcu wymieniona nawierzchnia około 50 metrów chodnika po obu stronach ulicy ( od Mieszka I do Krzywoustego) z podziałem chodnika widoczną dla pieszych oraz dla aut parkujących, trwało to trochę, bo kładli chodnik później go zrywali, póżniej znowu go zrywali aby położyć jeszcze raz, ale nie narzekam z tego powodu i nie przeszkadzało mi to jako mieszkańcowi Starówki, tylko długo wyczekiwałem na efekty ich pracy - opłacało się czekać.
Teraz chciałbym wspomnieć ów problem parkingów na ulicy Grodzkiej, bo jest część chodnika wytyczona do parkowania, ale nie wiem gdzie się podział zarządca drogi, bo znak jak stał przed budową tak i pozostał po budowie chodnika, a może ta część wytyczona dla samochodów miała służyć docelowo czemu innego a nie parkowaniu.
Wiem również, że na tej ulicy są garaże i czasami użytkownicy aut zapominają o garażowiczach zastawiając je, a z drugiej strony to w większości tych garaży mieszczących się wzdłuż ulicy Grodzkiej, ludzie trzymają rowery lub inne mniej potrzebne rzeczy nie mieszczące się już w piwnicach i często dochodzi do scen z tymi też użytkownikami garaży trzymającymi rowery, że im się zastawiło garaż - ha ha ha ha!!!!!
Ale do rzeczy, od ulicy Mieszka I postawiony jest znak zakaz postoju (Dopuszczalny czas unieruchomienia pojazdu dłuższy niż jedna minuta) z tabliczką NIE DOTYCZY NA CZAS ZAOPATRZENIA, to jak ten znak pozostał to powinni postawić jakieś słupki aby nie można było parkować, albo ściągnąć znak, - bo jest również jeden KONFIDENT z torebek, który ma samochód z tabliczką ręcznie wypisaną ZAOPATRZENIE i stoi tam cały dzień, a jak ktoś stanie w miejscu obok sklepu z torebkami to wtedy wydzwania na Straż Miejską, a ta przyjeżdża i wypisuje blankiecik z mandatem dla innego użytkownika pomimo, że ten ktoś nie zastawił nikomu wyjazdu z garażu i to się powtarza systematycznie, bo co jakiś czas ktoś ma za wycieraczką jakiś mandat i warto by było ten temat jakoś ujednolicić, bo ALBO JEST ZAKAZ ALBO GO NIE MA.
Apel do Straży Miejskiej, może tego Gościa z tego sklepu z torebek, aby jego zapędy utemperować, albo dla przykładu ukarać za zajmowanie cennego czasu strażnikom .
Ostatnimi czasy na Starym Mieście non stop prawie coś się działo i dalej dzieje. Jeżeli chodzi o budowy - płyta główna wymieniona wraz z otaczającym ją terenem (ławeczki, szkoda że czasami nie mozna na nich usiąść, bo albo są obsrane, albo się bezdomni wylegują), hotel przy Darkacie, zabudowa narożnika Kazimierza Wielkiego i Chrobrego i w końcu wymieniona nawierzchnia około 50 metrów chodnika po obu stronach ulicy (od Mieszka I do Krzywoustego) z podziałem chodnika widoczną dla pieszych oraz dla aut parkujących, trwało to trochę, bo kładli chodnik później go zrywali, póżniej znowu go zrywali aby położyć jeszcze raz, ale nie narzekam z tego powodu i nie przeszkadzało mi to jako mieszkańcowi Starego Miasta, tylko długo wyczekiwałem na efekty ich pracy - opłacało się czekać.
Teraz chciałbym wspomnieć o problemie parkingów na ulicy Grodzkiej. Część chodnika jest wytyczona do parkowania, ale nie wiem gdzie się podział zarządca drogi, bo znak jak stał przed budową tak i pozostał po budowie chodnika, a może ta część wytyczona dla samochodów miała służyć docelowo czemu innego a nie parkowaniu?
Wiem również, że na tej ulicy są garaże i czasami użytkownicy aut zapominają o garażowiczach zastawiając je, a z drugiej strony to w większości tych garaży mieszczących się wzdłuż ulicy Grodzkiej, ludzie trzymają rowery lub inne mniej potrzebne rzeczy, nie mieszczące się już w piwnicach i często dochodzi do scen z tymi też użytkownikami garaży trzymającymi rowery, że im się zastawiło garaż - ha ha ha ha!
Ale do rzeczy, od ulicy Mieszka I postawiony jest znak zakaz postoju (dopuszczalny czas unieruchomienia pojazdu dłuższy niż jedna minuta) z tabliczką NIE DOTYCZY NA CZAS ZAOPATRZENIA, to jak ten znak pozostał to powinni postawić jakieś słupki aby nie można było parkować, albo ściągnąć znak, - bo jest również jeden konfident z torebek, który ma samochód z tabliczką ręcznie wypisaną "zaopatrzenie" i stoi tam cały dzień, a jak ktoś stanie w miejscu obok sklepu z torebkami to wtedy wydzwania na straż miejską. Ta przyjeżdża i wypisuje blankiecik z mandatem dla innego użytkownika pomimo, że ten ktoś nie zastawił nikomu wyjazdu z garażu i to się powtarza systematycznie, bo co jakiś czas ktoś ma za wycieraczką jakiś mandat i warto by było ten temat jakoś ujednolicić, bo ALBO JEST ZAKAZ ALBO GO NIE MA.
Apel do straży miejskiej, może tego Gościa z tego sklepu z torebek, aby jego zapędy utemperować, albo dla przykładu ukarać za zajmowanie cennego czasu strażnikom.


























Kontakt:
Właśnie pobiłeś rekord
Właśnie pobiłeś rekord Guinessa w układaniu najdłuższych zdań :-)
eee to pikuś ;-)
@Duże Zet:Te zdania to prawdziwy pikuś :) Zacytuję ci jedno zdanie z kapitalnej książki autorstwa Jacka Dukaja "Lód". To jest dopiero mistrzostwo świata :)
"Biernatowa widać podglądała przez uchylone drzwi - natychmiast pojawiła się przy czynownikach, zarumieniona i roztrajkotana, by poprowadzić ich z powrotem schodami z drugiego piętra i przez oba podwórka-studnie do bramy głównej, gdzie stróż Walenty, poprawiwszy czapkę z mosiężną blaszką i schowawszy fajkę do kieszeni, zamiótł pośpiesznie śnieg z chodnika i pomógł czynownikom wsiąść do sani, ujmując panów pod łokcie, aby nie poślizgnęli się na trotuarze zalodzonym, Biernatowa zaś już siedzących, gdy obwijali sobie nogi pledami, zasypała potokami skarg na lokatorów złośliwych, na bandy powiślańskich złodzieji, co włamują się do domów nawet za dnia, oraz na mrozy okrutne, przez które okna zwewnątrz nawilgotniałe się paczą, a rury pękają w ścianach, i żadna hydraulika ni kanalizacja nie przetrzyma długo w ziemi; na koniec zapewniła gorąco, że dawno podejrzewała mnie o rozmaite występki i bezeceństwa, i niechybnie doniosłaby stosownej własti, gdyby nie tysiąc i jeden innych frasunków na jej głowie spiętrzonych – aż woźnica ze swego kozła za plecami Kiryła strzelił batem i konie szarpnęły sanie w lewo, zmuszając kobietę do odstąpienia, i tak ruszyliśmy w drogę do warszawskiej delegatury Ministerjum Zimy, do dawnego Pałacu Biskupów Krakowskich, Miodowa 5, róg Senatorskiej".
na razie jestem w połowie,
na razie jestem w połowie, ale już odbieram rekord Guinessa Panu Piotrusiowi :->