drukuj

Taki rynek jest potrzebny Stargardowi

– Rynek był tu cały czas i powinien tu zostać – mówi Bogdan Górak (na zdjęciu). – Teraz mieszkam na starówce, ale wciąż chętnie przychodzę na rynek.

Stargardzcy kupcy z centrum wciąż zastanawiają się nad swoją przyszłością. Obawiają się budowy marketów i likwidacji targowiska. Miasto zapewnia, że w najbliższym czasie wszystko zostanie po staremu.

Co jakiś czas, jak bumerang, wraca sprawa przyszłości największego miejskiego targowiska, między ul. Reja i Słowackiego w Stargardzie. Zgodnie z obowiązującym planem zagospodarowania przestrzennego, mogą tam stanąć kamienice, a tylko od strony ul. Konopnickiej zostać typowy rynek, o powierzchni zaledwie 300 m kw.

- Niech robią, co chcą! - denerwuje się kupiec, który od 20 lat sprzedaje na rynku buty. - Niech stawiają więcej marketów, to rynek całkiem szlag trafi!

Handlarze chcą dalej mieć zapewnione miejsca pracy, a mieszkańcy możliwość robienia specyficznych zakupów: staroci, zwanych żartobliwie rynkową IKEĄ, rękodzieła, na przykład babcinych skarpet robionych na drutach, świeżych owoców i warzyw, rozsad, dobrej niemieckiej chemii i słodyczy. W niedzielę zaś rynek opanowują gołębiarze.

- Rynek jest potrzebny, my od 20 lat w niedzielę przyjeżdżamy tu po gołąbki - mówi pani Janina z Łęczycy w gminie Stara Dąbrowa i pan Franciszek z Dębic w gminie Maszewo.

Pan Bogdan mieszka przy ul. Kazimierza Wielkiego, ale wciąż chętnie zachodzi na targowisko, przy którym kiedyś mieszkał.

- W 1945 r. przyjechałem do Stargardu i zamieszkałem przy ul. Piłsudskiego, niedaleko rynku - opowiada Bogdan Górak. - Rynek był tu cały czas i powinien tu zostać!

"Hej, hej, hej! Impreza jest okej! Hej, hej, hej, nie czekaj, tylko lej!" - dobiegają skoczne rytmy disco polo ze stoiska z nagraniami.

Na rynku obecnie działa 71 kontenerów. W sezonie, czyli między marcem a grudniem, pojawia się tam wiele dodatkowych stoisk.

- W sezonie pracuje tu co najmniej 200 osób - szacuje właściciel czterech kontenerów. - I żyje nam się w miarę dobrze, jeździmy dobrymi autami. Proszę spojrzeć na te duże, dostawcze samochody. Z jednego stoiska utrzymuje się jedna lub dwie rodziny. Za 1000 zł nikt tu na mrozie nie stoi. Obawiamy się jednak, że jest jakieś lobby chcące napędzić klientów nowej galerii na starówce, kosztem naszego rynku. Jeżeli będą chcieli go zlikwidować, pierwszy pójdę z transparentem krzyczeć - nie!

Obawa o to, że rynek może zostać zlikwidowany lub znacznie zmniejszony wzięła się stąd, że kupieckie stowarzyszenie Centrum na swój wniosek do miasta o zrobienie parkingu za "Duetem", dostało odpowiedź, że będzie to możliwe właśnie podczas całościowej zmiany terenu targowiska.

- Nie ma obecnie żadnych planów inwestycyjnych dotyczących tego terenu - zapewnia Zdzisław Rygiel, dyrektor biura prezydenta miasta. - Jeśli chodzi o teren za byłym sklepem "Duet", jest to teren prywatny.
- Nie przewidujemy zmian - potwierdza Jerzy Siodłak, wiceprezes Stargardzkiego Towarzystwa Budownictwa Społecznego, które administruje targowiskiem. - Gdyby się zjawił potencjalny inwestor, który chciałby coś wznieść na tym terenie, w grę wchodziłyby duże pieniądze i byłby to kilkuletni proces, nie z dnia na dzień. Na razie jednak nie ma nikogo takiego na horyzoncie.

Wiceprezes STBS tłumaczy, że przekazywane do miasta wpływy z targowiska co prawda przewyższają koszty jego utrzymania, ale codzienne sprzątanie i wywóz nieczystości pochłania sporo pieniędzy. Wciąż też spłacane są wydatki, związane z modernizacją targowiska 10 lat temu, jego nawierzchni, sieci wodno-kanalizacyjnej, energetycznej.

Rynek został przez miasto zmodernizowany, ale wciąż w złym stanie jest graniczący z nim chodnik przy ul. Słowackiego, na odcinku między Konopnickiej a Reja.

- Mamy tam zamiar poprawić warunki dla parkujących i pieszych - zapowiada Ryszard Hadryś, dyrektor Zarządu Dróg Powiatowych. - Przede wszystkim zwiększyć liczbę miejsc parkingowych, wykonać nowe zatoki postojowe.

Być może uda się to zrobić w tym roku, zależy to jednak od decyzji radny powiatu.

Zdjęcia

  • – Rynek był tu cały czas i powinien tu zostać – mówi Bogdan Górak (na zdjęciu). – Teraz mieszkam na starówce, ale wciąż chętnie przychodzę na rynek.
od 1.04.2001 w "Glosie Szczecinskim"
Emila Chanczewska
Autor:Emila Chanczewskagg: GG28332404

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze
miesz. os. Pyrzyckie
miesz. os. Pyrzyckie pon., 2012-02-06 10:36

Na starym mieście...

zabrano rynek i zamarło tam życie handlowe. Próbą reanimacji handlu na starówce jest wolfsschanze "wilczy szaniec" ja to tłumacze "wilcza szansa" ponownego przyciągnięcia klientów galeria na siłę wkomponowana w kamienice. Jak zlikwidują rynek na Reja to kupujący mogą przestać zaglądać w ten rejon miasta łącznie z ul. Piłsudskiego. A temat marketów i centrum handlowych z jednej strony mieszkańcy chcą kupować tanio i w jednym miejscu w przyjemnej atmosferze. Z drugiej brak poszanowania dla pracowników, markety otwarte 24h na dobę 7 dni w tygodniu, kiepskie zarobki. Pieniądze za zakupy które płyną szeroką rzeczką np. do Anglii. Nie nastraja to optymizmem. Włodarze miasta muszą też zdawać sobie sprawę, że mieszkańcy dysponują różnym portfelem i nie wszystkich będzie stać na dopłacanie za wystrój czy oprawę muzyczną punktu handlowego. A dodatkowo dzięki wciąż rosnącym podatkom, ceną i kosztom utrzymania w wielu przypadkach ten portfel staje się coraz chudszy i poszukiwane są tańsze produkty. Aż strach pomyśleć co będzie jeśli kryzys którym jesteśmy zastraszani przy okazji podnoszenia podatków i odmowy podwyżek płac w końcu zawita do Polski.

Przez likwidację takich miejsc Stargard zatraca również swoją tożsamość i wyjątkowość. Dla mnie żadna inna apteka ani księgarnia nie będą miały takiego charakteru jak te zlikwidowane na ul. Wyszyńskiego przy budynku Energetyki. Zaczynają u nas zanikać zawody które nie mogą wygrać z obecną ekonomią i chińską tandetą. Przy braku pomocy państwa czy samorządów będziemy mogli zapomnieć o krajowych rękodziełach. Młodzi nie garną się do tych zawodów bo wymagają zdolności i nie ma z tego wielkiego zarobku. Za jakiś czas nie będzie w Stargardzie szewca, kaletnika, kapelusznika czy im podobnych. Może teraz już warto pomyśleć tak jak zrobiono to w innych miastach o ratowaniu tych zawodów. Pomysł na utrzymanie się tych rzemieślników to lokale w centrum miast z wynajmem za symboliczną złotówkę. Wynajmujący pokrywa jedynie koszty eksploatacyjne energię elektryczną, grzewczą wodę i ścieki. W ten sposób ratuję się od całkowitego zaniku wiele zawodów: łyżkarstwo, wikliniarstwo itp. Taki wiklinowy kosz wytrzyma o 1000 razy większą ilość zakupów niż jednorazówka. A kupując drewnianą łyżkę czy szpachelkę nie musimy się zastanawiać czy przypadkiem nie została wykonana z drewna nasączonego rakotwórczymi środkami.

  

malagan50
malagan50 pon., 2012-02-06 17:42

ten rynek

ten rynek powinien funkcjonować nie zagrożony jakimikolwiek planami inwestycyjnymi to jest nie tylko              miejsce pracy to jest jak w każdym innym mieście trochę miejscowego folkloru i historii          pamiętam lata 70-te pełno wozów konnych prawie jak z filmu CHŁOPI