drukuj

Stargard - betonowy Klejnot Pomorza. Co z tymi drzewami?

Ta topola, zwłaszcza gdy pyli, na tyle dała się we znaki mieszkańcom sąsiednich bloków, że domagają się je ścięcia

Stargard klejnotem Pomorza. Chyba każdy zna to wzniosłe hasło. Odnoszę jednak wrażenie, że na haśle sprawa się kończy. Od jakiegoś czasu, a właściwe lat, porusza mnie do żywego problem, który chyba na co dzień nie jest uznawany za ważny - zieleń miejska.

Odkąd funkcja konserwatora zieleni straciła na swojej wartości rozpoczęła się kompletna samowola dotycząca głównie drzew w naszym mieście. Na osiedlach, terenach zakładów, rozpoczęła się istna nagonka na wycinanie topól "bo się pylą", niestety wycinanie bez rozróżnienia na gatunki pylące i nie pylące.

 

Wzdłuż torów PKP wycięto topole włoskie, które oprócz pięknej formy zbliżonej do cyprysów charakteryzują się tym, że nie pylą. Odkąd decyzję o wycince może podjąć właściwie każdy, bezkarnie - wystarczy dobre uzasadnienie, w naszym mieście pojawia się ekipa z piłami i rżnie jak leci, w większości zdrowe drzewa. Wystarczy grupka niezadowolonych mieszkańców, którym z reguły przeszkadza nawet śpiew ptaków, za to krzywy chodnik nie robi różnicy, a kolejne osiedlowe podwórka zamieniają się w bezlitosne patelnie, przy okazji odsłaniając cały brud, śmietnik oraz brzydotę.

 

Zdumiewa fakt, że takie akcje dzieją się w środku lata, gdzie leje się skwar z nieba a po ulicach nie da się chodzić. Jak jest przyjemnie w takie dni najlepiej sprawdzić na ulicy Reja, gdzie miejsca po drzewach zajęły parkingi, a w słoneczny dzień słońce wypala skórę do ostatniego pora. To samo ul. Wyszyńskiego i wiele innych główniejszych ulic w mieście, o obrzeżach nie wspomnę.

 

W gazetach drukuje się stare fotografie Stargardu, zachwyca porządkiem i ładem, pięknie podciętymi klonami. Co zostało dzisiaj? Nawet miejskie zieleńce to jeden śmietnik dla chwastów. Przykładem jest choćby okolica Spichlerza, leżącego na szlaku naszych zabytków. Wstyd, że taki obraz miasta muszą oglądać turyści, i to niekiedy ci, którzy pamiętają to miasto w okresie jego świetności.

 

Teraz waży się los topól wokół stargardzkiego Arsenału. Mam nadzieję, że konserwator wyda decyzję negatywną. Na ul. Piłsudskiego na odcinku od Sienkiewicza do Warzywnej rosły zdrowe drzewa. Teraz trwa tam remont nawierzchni, drzewa zostały wycięte w pień, co do jednego, a były to zdrowe okazy. Część wycięto wcześniej pod miejsca do parkowania. Czy naprawdę tak ciężko pogodzić te obie funkcje? Czy tak fajnie jest np. na parkingu Tesco czy Lidla, gdzie zostawiamy samochód na parę dobrych minut, a potem wsiadamy do czegoś co przypomina blaszaną saunę? Czy takie coś naprawdę Nam pasuje? Do jakiego wyglądu doprowadzamy nasze miasto? Do betonowej pustyni? Czy naprawdę naszym pragniniem jest widzieć fata morganę na ulicach naszego miasta? Co ma nam dawać cień? Betonowe bloki?

 

Brak cienia w mieście to wyludnienie w ciągu dnia, zamarcie ruchu w sklepach, zwiedzanie miasta przez turystów stanie się wręcz niemożliwe, o ile to miasto jeszcze kogokolwiek do przyjazdu zachęci. Drzew w mieście ubywa tak szybko, że zwykłe wyjście do sklepu po drugiej stronie ulicy to loteria i to już nie tylko dla starszych ludzi, bo od upału i młody padnie. Tak ma wyglądać nasze życie w mieście? Ludzie zamknięci w betonowych norach? Dlaczego mniejszość ma siłę decyzyjną w tym mieście? Czy naprawdę chcesz mieszkać w Stargardzie - betonowym Klejnocie Pomorza?

Zdjęcia

  • Ta topola, zwłaszcza gdy pyli, na tyle dała się we znaki mieszkańcom sąsiednich bloków, że domagają się je ścięcia
KTW
Autor:KTW

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze
jarzebinka
jarzebinka wt., 2010-07-13 21:51

bardzo dobry tekst. To smutne

bardzo dobry tekst. To smutne jak ludzie nie myślą o przyszłości = (

łon
łon wt., 2010-07-13 22:13

drzewa

Bravo dla autora artykułu !!! Niby pisze się o tej zieleni, niby wszyscy są świadomi jej wartości. Wszędzie pełno grup, szkól, klas i wszelkiego innego rodzaju tworów zwiących się ekologicznymi, a "morderców" drzew nie ubywa. Poruszam się po Stargardzie pieszo lub rowerem wiec zauważam więcej neż decydenci w limuzynach i powiadam, że "krwawi moje serce" gdy widzę każde wyciteę drzewo. Najbardziej mnie "śmieszy okaz" pozostawiony pośród bloków dla uspokojenia sumienia inwestorów... Co do topoli, to gdyby wyciąć, zniszczyć wszystko co powoduje alergię to na świecie zostałaby pustynia. Życzę opamiętania.

yeti
yeti śr., 2010-07-14 07:46

Obawiam się,

że życzenie się nie spełni i opamiętanie nie nadejdzie. Zawsze znajdzie się jakiś kretyn, dla którego ważniejsze będzie nowe miejsce parkingowe dla jego samochodu ( bo on już nie potrafi przejść pieszo 2 km tylko musi zawieźć d...pę ) albo któremu zielone drzewo zasłaniać będzie widok z jego okna. Szkoda gadać. Coraz więcej drzew idzie pod topór. Pamiętacie ? Jeszcze nie tak dawno przy "Czerwonych Koszarach?\" stały drzewa.... Na Os. Tysiąclecia też.... Miasto ma pieniądze na durne ławki przy kolejnym pomniku a nie ma na konserwację zieleni. A jak to jest tak naprawdę z konserwatorem zieleni ? Istnieje ? To jakieś stanowisko w Urzędzie Miejskim ? Wiecie coś więcej na ten temat ?

KTW
KTW śr., 2010-07-14 09:27

od autora artykułu

Dziękuję wszystkim za miłe opinie a przede wszystkim poparcie dla sprawy, ponieważ na tym bardzo mi zależy. Cieszę się, że nie jestem osamotniona w swoich przekonaniach. Co do stanowiska Urzędu Miejskiego to obawiam się, że oni nie mają żadnego stanowiska. Szybko postępującą degradację drzew w naszym mieście obserwuję od 5 lat, bo w tym okresie to zjawisko się nasiliło, wiele razy interweniowałam także pisemnie, ale jak wiadomo pisemnie nie zawsze można coś zdziałać. Mam w perspektywie rozpropagowanie akcji wogóle, żeby zwrócić uwagę na problem. O niepowodzeniu wolę nie myśleć, bo konsekwencje niepowodzenia widać już dziś w naszym mieście

amigo
amigo śr., 2010-07-14 09:46

Przydałaby się jakaś akcja

Przydałaby się jakaś akcja np. pozaznaczanie do wycinki drzew w uczęszczanych miejscach Stargardzie :)