Poród w Stargardzie. Wrażenia młodego ojca
Oddział naprawdę wyremontowany ślicznie i nowocześnie ale ekipa chyba ta sama, co spowodowało, że atmosfera przyjemna nie była. Nie chcę pisać o kompetencjach położnych i pielęgniarek oddziału ponieważ na kompetencjach się nie znam, więc nie wiem czy działania Pań był zgodne czy niezgodne z kompetencjami pielęgniarki oddziałowej. Napiszę to w formie swoich uwag, przestrogi a co wyniknie z dyskusji poniżej to już zależy od MMkowiczów.
Sama praca pielęgniarek na dddziale w dużym skrócie jest bardzo leniwa. Jakby nie przejmowały się tym kto leży w salach oddziału. Wiem, wiem - rutyna, ale w większoścu przypadków te kobiety -młode matki to pierworódki, debiutujące w roli. Są wystraszone i często sobie nie radzą, więc pomoc kogoś doświadczonego jest nieodzowna. Ja, przy okazji odwiedzin żony zauważyłem, że pielęgniarki oddziału lubią być skupione razem w swoim pokoju, ale nie zachowują przy tym żadnej dyskrecji i takim oto sposobem dowiedziałem się (chcąc nie chcąc - słysząc) jakie sa najlepsze herbatki na odchudzanie, jakie są ulubione seriale popołudniowe, jakie mają problemy w domach.
Pielęgniarki bardzo rzadko zaglądają do sal z matkami, wychodząc z założenia, że lepiej pootwierać drzwi od każdej sali na oścież.
W toaletach brakuje podstawowych rzeczy jak mydła, papieru toaletowego, a kosze nie na zwykłe śmieci nie dość, że są za małe to nie są opróżniane codziennie.
Poród rodzinny.
No właśnie. Dziwna to instytucja. Postanowiłem nie zostawiać żony w bólach i wspierać ją od początku do końca porodu. Zostałem poproszony o 110 zł za poród rodzinny. jak się potem okazało przy wypisywaniu dowódów wpłaty. 100 zł to poród a 10 zł do "dobrowolny" datek na rzecz szpitala. Za te 100 zł dostałem: stalowy taboret na całą noc i wątpliwej jakości "ubranko" - fartuch zielony, w którym było strasznie gorąco i worki na buty. Pani położna powiedziała, że muszę w tym być bo tu chodzi o zachowanie ścisłej sterylności.
Na sali porodowej były otwarte dwa okna, w jednym była moskitiera a w drugim nie było moskitiery, więc ta ścisła sterylność polegała na tym, że nikt nie chodził w tych fartuchach tylko ja a po sali porodowej (!!!) latały ćmy, komary, muchy i nawet osy. W brodziku z prysznicem w łazience przy sali porodowej było tyle kamienia, że woda z prysznica leciała w każde strony tylko nie w dół a klapka pod brodzikiem była tak zardzewiała, że prawie odpadała.
Denerwujące może trochę było równiez to, że Pani na wjeździe do szpitala nie chciała słyszeć nawet o tym, że płaciłem za poród rodzinny i że jeżdżę po 2-3 razy dziennie do żony i jak pokazywałem dowód wpłaty 100 zł i 10 zł za dobrowolny datek to i tak musiałem za każdym razem płacić 3 zł za wjazd. A jak zapytałem jej "to za co te 100 zł za poród rodzinny" to usłyszałem odpowiedź, że może za salę porodową. Dziwne bo to by oznaczało, że jakbym nie zapłacił to żona chyba na korytarzu by rodziła. A ja za te 100 zł nie dostałem nawet kawy a był środek nocy i ten nieszczęsny taborek stalowy...
Reasumując - Panie położne na trakcie porodowym podobnie jak panie pielęgniarki na oddziale - miały w nosie wszystko. Położna na salę pordową przychodziła naprawdę raz na parę godzin a przecież kobieta, która rodzi pierwszy raz (jak pisałem wyżej) jest wystraszona i targają nią niesamowite bóle, więc oczekuje wsparcia i pomocy nie tylko od męża ale również od kogos kto się zna na tym lub przynajmniej teoretycznie powinien znać.
Następne dziecko będziemy rodzić już gdzieś indziej.



























Kontakt:
Tatusiowi gratuluję. A
Tatusiowi gratuluję. A służbie zdrowia życzę pokrycia na metalowe stołki ; )
Też gratuluję potomka. Kilka
Też gratuluję potomka.
Kilka tygodni temu też rodziłem razem z żoną, lecz wrażenia mam zgoła odmienne. Jako, że spędziliśmy na porodówce około jeden tydzień, spotkałem pewnie większość z położnych itp.
Ale reasumując zacznę od początku.
Jeszcze kilka tygodni przed porodem uczęszczaliśmy do darmowej szkoły rodzenia organizowanej w tutejszym szpitalu. Dużo teorii, dużo ćwiczeń itp. Naprawdę bardzo dobre szkolenie, w trakcie którego stwierdziliśmy oboje, że będziemy mieć poród rodzinny.
Po przybyciu do szpitala zajęto się nami tak jak należy. Napomnę, że poród (od pierwszych skurczy) trwał około 31 godzin i był naprawdę męczącą i stresującą sprawą.
Pomoc ze strony położnych oceniam na odpowiednim poziomie.
Kiedy przenieśliśmy się na trakt porodowy otrzymaliśmy wsparcie ze strony położnych. Nie tylko fizyczne, ale co najważniejsze wsparcie psychiczne, gdyż stresu było co niemiara, a sam poród+zły stres to trzy razy więcej bólu.
Co do sali porodowej i innych pomieszczeń nie mam większych zastrzeżeń.
Faktycznie brakowało mydła i ręczników! Dzidzia była często badana, sprawdzana itp.
O opłatę za poród nikt mnie nie prosił. Tylko kilkanaście zł za fartuch i kapcie.
Opłata za wjazd na teren szpitala to 3zł i jest to opłata za jeden dzień! Czyli nie płaciłem za każdy wjazd.
Do porodu byliśmy bardzo dobrze przygotowani, bo uczęszczaliśmy na szkolenie. Na szkoleniu uprzedzono nas, że kawy, czy herbaty na porodówce nie dostaniemy, bo same położne same sobie przynoszą z domu, bo szpital nie zapewni nic poza śniadaniem, obiadem i kolacją. Mieliśmy ze sobą herbatę, kawę, kanapki itp, wodę nam zagotowano. Co do metalowego stołka, to służy on do porodu (dla ojca) i jest naprawdę pomocny. Oprócz tego mieliśmy też bardzo wygodny fotel. Nie wiem czy w każdej sali taki jest.
Co do obiadów, śniadań i kolacji mam wielkie zastrzeżenie!! Podobno to pomysł dietetyka, ale kto daje karmiącym kobietom alergenne i powodujące wzdęcia posiłki!! SKANDAL!!. Raz Pani dietetyk zaserwowała ciepły posiłek w postaci kanapki i uwaga: CIEPŁEJ PARÓWKI - szajs na maksa. Do tego często jakaś konserwa (ci co pracują w przetwórstwie to wiedzą z czego to się składa)
Ogólna moja ocena w skali 1-5 to 4.
i u nas
poród trwał długo - całą noc do rana (jednak nie 31 godzin), ale następnego dnia rano mogliby dac chociażby śniadanie czy kawę. Fakt, nie pomyślałem o tym, że mogłem zabrać wszystko z domu na noc - i termos z kawą i kanapki jakieś, ale poród nas zaskoczył całkowicie. Wody odeszły i w przeciągu 30 minut już byliśmy w szpitalu. Jednak płacąc za poród rodzinny myślałem że jakis posiłek się należy, tym bardziej, że rano rozwozili śniadania, ale żona też nie dostała - abstrahując od tego czy mogła jeść czy nie - była pacjentką szpitala więc chyba się należało (ja bym zjadł ;)) )
Wszystkim panom i ich żonom
Wszystkim panom i ich żonom gratuluję potomków :-).
No i mamy właściwie dwugłos w jednej sprawie. Ciekawe jakie mają zdanie inni "użytkownicy" sal porodowych w naszym szpitalu. O sobie pisać nie będę, bo rodziłam dzieci "parę" lat temu i warunki były zupełnie inne.
Także nie polecam Stargardu,
Także nie polecam Stargardu, tylko ze względu na pielęgniarki.
Znajoma miała tam cesarkę, kiedy oddział był zamknięty ze względu na świńską grypę.Przez to nikt jej nie mógł pomóc przy dziecku z rodziny. Pielęgniarki miały wszystko w nosie, mówiąc ze to młoda mama powinna się dzieckiem zająć.
Spróbujcie to zrobić ze świeżo zaszytym brzuchem. Dopiero interwencja u lekarza, trochę pomogła. Było to jej pierwsze dziecko i pobyt w szpitalu wspomina jako koszmar. W zdrojach może szpital jest wizualnie w gorszym w stanie, ale personel jest jeden z lepszych.
W Zdrojach
@amigo:W zdrojach też jest piekny oddział położniczy. Świeżutko wyremontowany.
Co ciekawe znajomi
Co ciekawe znajomi mieszkający w Szczecinie wolą "rodzić" w... Policach
Jakoś tak już jest, że pomocy trzeba szukać poza miastem.
Coś mi się pomerdało
Można usunąć te moje posty zdublowane bo smietnik się zrobi.
A w ogóle to szkoda gadać o tym oddziale już. Ja też niezbyt miło wspominam poród mojej żonki w szpitalu w Stargardzie. Drugi już był w Policach i było super. Aż nawet nie przeszkadzały te nabijane kilometry żeby tam dojechać codziennie.
To wy nie wiecie że trzeba mieć znajomości ?
Masz ciocie pielęgniarke, tatusia lekarza w tym szpitalu to i dobrze się tobą zajmą - tak jak trrzeba. Proste i logiczne jak we wszystkich PAŃSTWOWYCH INSTYTUCJACH. Wyjątkiem jest Poczta Polska tu jesli próbujesz coś szybciej po znajomości zaraz ludzie z kolejki krzyczą. Więc w szpitalu też wydzierajcie się o swoje ! ;) Życzę wysztkim miłego dniaaaaaaaaa......
Wredny popieram,na poczcie to
Wredny popieram,na poczcie to potrafią ryje drzeć ale służba zdrowia,banki,US i inne urzędy,które mogą"dupić"człowieka to święte krowy i tam nie wolno krzyczeć ani denerwować się na głos.Pierwsze dziecko urodziłam w Zdrojach"prywatnie" a następne dwa tu u nas w Stargardzie,tylko z tym,że gadałam przez kieszeń(nie chciałam"marnować 9 miesięcy swojego i dzidziusia życia,bo nasłuchałam się opowieści co niemiara na temat naszego szpitala)było dobrze.
Nie pomogą najładniejsze mury ani sprzęt jak kadra będzie do luftu.A tak jest u nas.Wiem,że jest dobry ordynator tego oddziału ale jeśli są lekarze:starego"pokolenia to...brr...Rodziłam dawno i dla mnie zbawieniem było to,że dzieci były osobno i nic nie musiałam robić tylko karmić na rządanie i odpoczywać a teraz,nie wyobrażam sobie czegoś takiego,że sala na kilka kobiet,pełno odwiedzających(a może,któreś chore?!)a ja z gołymi piersiami karmię dziecko,wyglądam nie najlepiej itd to już wolałabym w domu urodzić(swojskie bakterie).
A tak ogólnie nienawidzę szpitali(zwaszcza stargardzkiego) a jak jest przymus bo nie daj bóg dziecko zachoruje(tfu,tfu przez lewe ramię)to tylko Szczecin!
Proponuje zrobić ranking dobrych lekarzy stargardzkich czy będzie ich tylu co palców u 2 rąk!?
Rodziłam w Stargardzie 5 lat
Rodziłam w Stargardzie 5 lat temu synka. Wykonano cesarskie cięcie. Owszem, piękny oddział, ale... Przyjęto mnie okropnie. Potraktowano na wejściu jak gorszą, bo przyjechałam ze wskazaniem na cięcie. Słyszałam komentarze w stylu" załatwiła sobie". Nie, nie załatwiłam. Zdecydowano tak po kilku konsultacjach lekarskich, ale nikogo to nie obchodziło, woleli swoje domysły. Po narodzinach synka leżałam dobę sama w sali, następnego dnia doszła jeszcze jedna kobieta. Na pomoc pielęgniarek czy położnych nie mogłam liczyć. Świeżo zszyta rana strasznie "ciągnie", a tu trzeba wstać dziecko przewinąć, ubrać po wizycie lekarskiej, nakarmić, wykąpać. Po "cesarce" nie miałam długo pokarmu. Też mnie potraktowano źle. Najpierw prawie z krzykiem, że nie umiem karmić (dziwne, żebym miała, skoro to moje pierwsze dziecko), później z pretensjami, że dziecko trzeba dokarmiać. Byłam potwornie zmęczona, choć mąż dzielnie mi we wszystkim pomagał. Niestety opieka poporodowa zostawia wiele do życzenia. System matka - dziecko w sali jest fajny w swoim założeniu, ale wydaje mi się, że personel uznaje to jako prawo do wymigania się od pewnych rzeczy. Szkoda, że to tak wygląda.
czyli tak samo jak u mojej
@kwiaty_we_włosach:czyli tak samo jak u mojej znajomej, tylko w jej przypadku nie było mowy o pomocy męża lub rodziny (kwarantanna). Od 5 lat nic się nie zmieniło. Smutne to jest.
Też słyszałem ostatnio 2
Też słyszałem ostatnio 2 skrajnie odmienne opinie. Ta mega pozytywna pochodziła od kogoś kto ma ciocię w szpitalu.
hehehe no właśnie :)
@Duże Zet:hehehe no właśnie :)
Nie powiem, że nasz
Nie powiem, że nasz stargardzki szpital jest super ekstra, bo tak nie jest. Ale Zdroje też nie lepsze, co ostatnio mogłem się przekonać z bliska. Wieczorem nie przyjęto kobiety rodzącej, powiedziano jej, że to jeszcze nie to i kazano przyjść za 3 dni na kontrolę. Ona się nie poddała i naturalnie urodziła tam następnego ranka, ale dopiero po drugim podejściu po kilku godzinach ją przyjęto, jak zmieniła się "służba". Potem opieka pielęgniarek była podobna jak w Stargardzie, czyli krzyczące i niezbyt chętne do pomocy pielęgniarki. Tylko, że wiecie co, uważam, że tak jest w każdym szpitalu publicznym. Podejrzewam, że dopiero w prywatnym szpitalu, gdzie trzeba zapłacić dodatkowo, opieka jest taka, jaką sobie kobiety wymarzą. A tak to w każdym szpitalu będą traktowane bez wyjątków (no chyba, że tak jak piszecie, ktoś ma tam znajomą ciocię). Pomimo różnych opinii w Stargardzie również rodzi się wiele dzieci. Na szczęście każdy może dziś zdecydować gdzie chce rodzić i na własnej skórze może się przekonać gdzie jest najlepiej. Możecie nawet do Poznania jechać rodzić, jak chcecie.
Najlepsze rozwiązanie...
to prywatna służba zdrowia. Opłacasz ubezpieczenie i wiesz, czego możesz oczekiwać. A teraz wrzuca się pieniądze do wspólnego wora, karmi się molocha o nazwie NFZ, który wydziela ochłapy szpitalom i boże broń przekroczyć te limity.
I tak płacę kilkanaście lat składki, dodatkowo nie żałuję na zdrowy tryb życia, a jak przyjdzie mój czas (odpukać) to jestem przekonany, że nie zostanę mile zaskoczony obsługą wysokiej jakości.
Ostatnio w moim otoczeniu sporo ludzi miało styczność ze stargardzką placówką, a także z innymi. Na te inne czasem były narzekania, ale raczej niewielkie. Na Stargard narzekał każdy z moich znajomych. Jeden na chirurgii, inni na położniczym, jeszcze inni na izbę przyjęć, gdzie traktują cię jak intruza i ze złamaniem odsyłają do lekarza pierwszego kontaktu, aby ten wystawił skierowanie do specjalisty. Aby dalej od problemów.
Kiedy to się skończy? Czy ktoś zrobi kiedyś reportaż z prawdziwego zdarzenia? W stylu dziennikarzy śledczych. Bo na razie to możemy sobie ponarzekać na lokalnym forum, a po szpitalu spłynie to jak woda po kaczce.
Stargardzki szpital a raczej
Stargardzki szpital a raczej peresonel ma w dupie pacjentów, przekonuje się o tym za każdym razem kiedy odwiedzam to miejsce.
Tylko starjkować i rządać podwyżek potrafią.
co prawda nie o porodzie
ale o oddziale ginekologiczno-położniczym wogóle. Też miałam "przyjemność" spędzić tam 3 dni na zabiegu. W sumie były plusy i minusy-oddział oczywiście na poziomie tylko co z tego jeśli ekipa ze starej półki. To był wogóle mój pierwszy pobyt w szpitalu w życiu. Gdyby nie dziewczyny leżące ze mną na sali, które mówiły mi krok po kroku co mam robić a czego nie przed zabiegiem, nie wiedziałabym nic. Oczywiście mogłam pytać pielęgniarki-tylko nie za bardzo wiedziałam o co. Nie informowano mnie o niczym, nawet o tym, że nie powinnam dzień przed operacją pić wody po 22, nie próbować wstawać po głupim jasiu itp. o piżamę do zabiegów prosiłam się 3 razy, po czym po ofukaniu mnie pielęgniarka przyniosła mi rzucając ją na łóżko. Szkoda, że nie pamiętam jej nazwiska, bo bym chętnie podała. Pierwszego dnia pobytu nie dostałam nawet herbaty, którą kuchnia rozwoziła, mimo że wtedy przeciwwskazań nie było. Potem dziewczyny mnie poinformowały, żebym sobie wodę kupiła, bo inaczej ciężko będzie. Pokoje 3-osobowe z łazienką-i co z tego, skoro nasz pokój był pierwszy od dyżurki i salowa wyrzucała u nas wszstkie nieczystości z basenów, brudząc często sedes i oczywiście po sobie nie sprzątając. Zapchał nam się dodatkowo prysznic-przez 3 dni mimo naszego zgłoszenia nikt się nie pojawił, żeby to usunąć. Jeśli chodzi o lekarzy, ja akurat trafiłam na sympatyczną ekipę, co mnie zdziwiło, że bez znajomości jest to możliwe. Jednak wrzodem na tyłku i pomyłką jest tam lek.gin.Piotr Długosz, którego chamstwo w stosunku do pielęgniarek i głupie komentarze do pacjentów przekracza wszelkie normy i aż nie pasuje do tak nowego oddziału, a nabijanie na pal jest niczym przy USG w jego wykonaniu.
Wybić w pień , ze trzy
Wybić w pień , ze trzy pokolenia, by im się nawyki zmieniły.
Co z tego , że młodzi może i by chcieli to zmienić , skoro ich zaraz "emeryci" sprowadzą do poziomu ZERO
"stargard- jednym słowem wiocha "
trzeba mieć zdrowie,żeby
trzeba mieć zdrowie,żeby chorować...
Kiedyś P.Długosz był super
Kiedyś P.Długosz był super lekarzem i nieco się zdziwiłam,że spadł z hukiem z piedestału.
Gratuluję :) zostania ojcem.
Jednak przykre jest to że mimo że zmienił się szpital na bardziej wiarygodny i bezpieczny to jednak personel nadal ma swoje stare nawyki.Wynika to z tego że traktują pacjentów tak jak sam personel szpitala był traktowany przez lata przez przełożonych.Sami lekarze są bardzo nie mili jak ich codzienny zmęczony wyraz twarzy.
.
.