drukuj

Piłkarze Błękitnych Stargard pobili się o pierogi

Przedmiot waśni stargardzkich piłkarzy

Pewnie 95% z Was delikatnie mówiąc zignoruje mój tekst, ale zaprawdę powiadam Wam, że warto go przeczytać do końca. Ten artykuł także zaciekawi kobiety.

Wróciłem sobie wieczorem do domu, po ciężkim dniu pracy (niech wiedzą) w towarzystwie schłodzonego trunku (niech zazdroszczą) postanowiłem zasiąść do lekturki. Otworzyłem Przegląd Sportowy i wyjąłem z niego piątkowy dodatek. Przeglądam strony z większym i mniejszym zainteresowaniem i natknąłem się na wywiad z trenerem Korony Kielce. Teraz pewnie 95% z Was delikatnie mówiąc zignoruje mój tekst, ale zaprawdę powiadam Wam, że warto go przeczytać do końca.

Trenerem kielczan jest Leszek Ojrzyński. Nazwisko może niewiele mówiące. Otóż ta osoba była asystentem Jerzego Engela Juniora, podczas gdy ten prowadził Błękitnych w II lidze. Pomijam jego korupcyjne zamieszanie, bo nie chodzi tutaj o engelskie brudy, a o stargardzkie brudy. Dziennikarz Przeglądu przeprowadził z Ojrzyńskim obszerny wywiad, który jednak została zdominowany przez wątek Błękitnych Stargard. Nie była to niestety reklama dla naszego miasta...

Czego się dowiedziałem?

1. Ojrzyński odkąd rozpoczął pracę w naszym mieście schudł 10 kilogramów.
2. O tym kto grał w pierwszym składzie nie decydowały umiejętności a poziom głodu.
3. Jeden z piłkarzy jak dostał pięć złotych, to był taki szczęśliwy, że ze szczęścia sobie bułki kupił.
4. Jeden z kibiców zyskał olbrzymi szacunek wśród zawodników, ponieważ podarował im pięć kilogramów kiełbasy, które zostały równo podzielone na zespół.
5. Piłkarze jeździli na grzyby.
6a. Dwójka przyjaciół pobiła się o pieroga. (Jeżeli nie zrozumieliście tego zdania, postaram się inaczej je zbudować.
6b. Pieróg stał się przyczyną konfliktu dwójki przyjaciół.
7. Jeden z piłkarzy Błękitnych, na meczu z Pogonią nie wykorzystał sytuacji sam na sam, bo przez ostatnie dni zjadł tylko kilogram jabłek. Sił mu brakło - tak tłumaczył.
8. Piłkarze nocowali w szatnich.
9. Trener musiał sprzedać samochód, groził mu także rozwód z żoną.

Wszystko to z jednej strony jest śmieszne a z drugiej smutne. Martwi mnie tylko jedna sprawa. Pomijając fakt, że sytuacja klubu była wtedy żałosna, czy trener Ojrzyński nie przekroczył jednak pewnej granicy?

Z jednej strony chciał być szczerozabawny w wywiadzie. Z drugiej strony poniża zawodników, którzy wtedy występowali w Błękitnych.

Po tym wywiadzie jedno jest pewne. Do trenera przypięta zostanie łatka, jako osoby która nie potrafi dotrzymać tajemnicy szatni. Na jakiej podstawie zatem, jego przyszli podopieczni będą mogli mu zaufać? Jestem ciekawy Waszej opinii na ten temat.

Fragmenty wywiadu:

Na przykładzie Błękitnych można napisać wypracowanie o patologiach w polskiej piłce.

Po awansie do drugiej ligi (obecnie pierwsza – przyp. red.) ktoś się w Stargardzie przeliczył. W zasadzie już po trzeciej kolejce powinniśmy się wycofać, ale dograliśmy do końca rundy jesiennej. Wołali na nas: „Nieudacznicy", bo mecz za meczem przegrywaliśmy, a mało kto wiedział, że zawodnicy niedożywieni chodzą. Gdy wybieraliśmy skład, to wpierw patrzyliśmy, kto jest najedzony. Głodni nie grali.

Piłkarze głodowali w Stargardzie?

Pamiętam, jak jeden z nich dostał od kogoś pięć złotych. Buzia od razu uśmiechnięta, podrzucał tę monetę kilka razy. Nie mógł uwierzyć, że ją ma, że będzie mógł sobie kupić bułki. Raz jeden z kibiców dał nam pięć kilo kiełbasy, to szybko ustawiła się kolejka głodnych zawodników, a my wydzielaliśmy po dwa pętka, żeby dla każdego starczyło. Jeździliśmy też z drużyną do lasu zbierać grzyby. Chłopaki przynajmniej nauczyli się je rozpoznawać, już wiedzą, że tych czerwonych z białymi kropkami nie można wkładać do koszyka (śmiech).

Obiady gotował wam masażysta.

W swojej kanciapie miał kuchenkę gazową i smażył na niej jajecznicę albo gotował pierogi. Wszystko, co nadawało się do jedzenia. Raz, z mrożonych pierogów, jakie kupił nam wcześniej jakiś dobry człowiek, zostało ich siedem. I ten masażysta przyrządził to dla dwóch zawodników, położył na talerzu. Myślał, że po równo się podzielą, wychodziło po trzy i pół. Pierwszy z piłkarzy wziął jednak cztery, więc ten poszkodowany pyta:„Co ty robisz?!". „Widzisz, bo jestem większy, więcej ważę i więcej potrzebuję". Tamten się wzburzył, krzyknął „Co ty mi tu pier...sz?" i rzucił się na niego. Pobili się o jednego pieroga. A to byli najlepsi kumple.

Piotr Kosiorowski, wasz zawodnik, poskarżył się po meczu w Szczecinie, że w ostatnich minutach nie wykorzystał sytuacji sam na sam, bo mu sił zabrakło. Przez dwa wcześniejsze dni zjadł tylko kilogram jabłek.

Gdy na treningu wchodziłem do gierek, byłem jednym z lepszych. Zawodnicy na bidzie, ja przynajmniej śniadanie jadłem. Miałem dobrą właścicielkę domu, wyrozumiałą.

Cały wywiad przeczytasz tutaj

Zdjęcia

  • Przedmiot waśni stargardzkich piłkarzy

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze
Elżbieta.54
Elżbieta.54 śr., 2011-06-29 14:43

Nieee... Nie wierzę .

Nieee... Nie wierzę .

Elżbieta
dw
dw czw., 2011-06-30 00:04

LOL!

LOL!

Greetz
bono
bono czw., 2011-06-30 09:18

Też o tym słyszałam,ale

to jest stara historia sprzed 7 lat,jak byli w 2 lidze,więc co autor chciał uzyskać pisząc ten sensacyjny artykuł???

a
ptaszek antoni
ptaszek antoni czw., 2011-06-30 12:20

A czy czytałeś mój artykuł od

@bono:

A czy czytałeś mój artykuł od początku do końca?

TMQ
TMQ pt., 2011-07-01 15:48

Całość wywiadu

Przepraszam za kryptoreklamę, ale dla zainteresowanych: http://tnij.org/ojrzynski

armandt
armandt pt., 2011-07-01 16:36

Przecież pod tekstem jest

@TMQ:

Przecież pod tekstem jest link dokladnie do tej samej strony ktora podałeś.

TMQ
TMQ pt., 2011-07-01 17:10

Zlało mi się z "Przeczytaj

Zlało mi się z "Przeczytaj także", a nie mogłem go już usunąć..