drukuj

Pamiętacie jeszcze SKO?

sko_1

Książeczka SKO sprzed lat

Dawno, dawno, bo prawie sto lat temu, Stanisław Grabski wymyślił sobie, że nauczy dzieci oszczędzać.

W 1925 roku Stanisław Grabski - starszy brat dwukrotnego premiera, wybitnego uczonego, reformatora polskiej waluty i twórcy złotego – Władysława (na pewno było o nim na historii), no więc Stanisław, który pełnił strasznie dziwną, jak na dzisiejsze czasy, funkcję - Ministra Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego – wymyślił sobie, że nauczy dzieci oszczędzać. Dwa lata później, w 1927 roku, powstały pierwsze Szkolne Kasy Oszczędności. Pomysł okazał się tak dobry, że od 1935 roku patronat nad akcją oszczędzania przejęła Pocztowa Kasa Oszczędności. Tak, tak, to żadna pomyłka od czasów powstania w 1919 roku aż do końca II Wojny Światowej skrót PKO odczytywano właśnie jako Pocztowa Kasa Oszczędności. Dopiero gdy skończyła się wojna i Polska na nowo tworzyła całe swoje struktury Pocztowa Kasa Oszczędności została przekształcona w Powszechną Kasę Oszczędności. To było na przełomie 1949 i 1950 roku.

Ale wróćmy do SKO. Przez ostatnie 50 lat miliony uczniów w polskich szkołach uczyły się oszczędzania. Przez lata w ten sam, niezmienny sposób – w każdej szkole był nauczyciel – opiekun SKO, który był centralną postacią na drodze Bank – Szkoła – Uczeń. Nauczyciel dostawał od Banku książeczkę oszczędnościową na szkołę. Na nią wpłacane były wszystkie oszczędności uczniów. Jednak, żeby nie pomieszało się, kto ile wpłacił i jakie ma oszczędności, każdy uczeń dostawał swoją książeczkę członka SKO, do której wpisywane były wszystkie jego wpłaty. Zapytajcie rodziców – oni na pewno pamiętają jak wyglądała taka książeczka. Ciekawe, czy pamiętają w jaki sposób zdobywali pieniążki? A sposobów było mnóstwo – zbieranie butelek, makulatury, złomu... kiedyś w ten sposób można było uzbierać całkiem sporą sumkę...

Teraźniejsze SKO w szkołach, to już XXI wiek.Sami zobaczcie i oceńcie starania w zakresie nauki oszczędzania.SKO SP5 Stargard — Szkolne Blogi

Szkolny blog SKO SP 5 w Stargardzie.Tutaj znajdziecie informacje na temat działalności SKO w naszej szkole. Zapraszamy do czytania, komentowania i oceniania wpisów. Pozdrawiamy wszystkie pozostałe blogujące szkoły.

Zdjęcia

  • sko_1

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze
mmarcinek
mmarcinek sob., 2011-10-15 13:32

tak pamietam

Pamiętam niestety .5 lat oszczędzałem w SKO.W czasach galopującej inflacji.Na koniec roku szkolnego wypłacone pieniądze starczały na nic.Żadnych korzyści.Było to nieoprocentowane dla uczniów.wtopa i szkoda kasy..Ale naumiałem sie ze kasa ma pracowac a nie leżeć na nic nie wartej książeczce.

mmarcinek
Duże Zet
Duże Zet sob., 2011-10-15 15:00

Potwierdzam.

@mmarcinek:

Potwierdzam.

Elżbieta.54
Elżbieta.54 sob., 2011-10-15 15:03

O tak.

Też taką miałam i po 2 latach oszczędzania kupiłam sobie CHAŁWĘ :-)

Elżbieta
Emila Chanczewska
Emila Chanczewska sob., 2011-10-15 21:49

pamietam haslo: Dzis

pamietam haslo: Dzis oszczedzam w SKO, jutro w PKO!;)

Marcin Dworzyński
Marcin Dworzyński sob., 2011-10-15 22:17

Nawet ja pamiętam to hasło!

@Emila Chanczewska:

Nawet ja pamiętam to hasło! Czyli jestem już stary... : (

Emila Chanczewska
Emila Chanczewska sob., 2011-10-15 22:23
hipopopo
hipopopo ndz., 2011-10-16 14:18

Przypadek?

Ciekawe,że artykuł ukazuje się w miesiącu ogłaszanym "miesiącem oszczędności".

hipopopo
yeti
yeti pon., 2011-10-17 07:58

Stary

może być pies.... Z oszczędzania w SKO robiono swego czasu prawdziwy kabaret ! Istniała nawet formalna klasyfikacja klas pod względem oszczędzania a uczniom, którzy w ciągu roku szkolnego "zaoszczędzili" najwięcej fundowano nagrody ! Takie to były czasy.....

mmarcinek
mmarcinek pon., 2011-10-17 11:49

tak nagrody

talon na lizaka i balon

mmarcinek
Aydin
Aydin pon., 2011-10-17 22:57

Nie wspominam tamtych czasów najlepiej.

W kwestii SKO - w latach 80-tych (moje czasy szkolne) to była pomyłka i wypaczenie sensu oszczędzania oraz rywalizacji.
Jak napisano wcześniej - za zgromadzone środki na koniec roku można było kupić znacznie mniej, niż wydając je na bieżąco. Do tego żadnych procentów od tych sum, przynajmniej na poziomie uczniów, a kto wie, co było wyżej, na poziomie szkoła-bank?
W mojej szkole uczeń z największą "uzbieraną" kwotą dostawał bodajże książkę i wyróżniany był wystąpieniem przed publikę. Wszystko byłoby fajnie, gdyby nie fakt, że tacy uczniowie NIGDY nie zbierali tego osobiście - mieli po prostu "dzianych" rodziców. I kiedy ja z kolegami zbierałem butelki i makulaturę, ewentualnie dokładałem kieszonkowe (około 20zł miesięcznie), a uciułane okolice stu złotych wpłacałem drżącymi rękoma i z łezką w oku na SKO (ze świadomością, że oto odmawiam sobie ciastka i oranżadki w woreczku), mój bogatszy kolega z uśmiechem na ustach wpłacał 2000zł otrzymane ot taty-taksówkarza (czyli jednego z lepiej opłacanych zawodów), a na długiej przerwie w sklepiku kupował sobie co chciał, bo drugie tyle dostawał kieszonkowego.
Na koniec roku szkolnego, po szarych miesiącach wyrzeczeń, wypłacano mi około 700-800zł, głaskano po głowie (jak większość przeciętnych finansowo) i stawiano za przykład kolegę, którego wkład musieli odbierać rodzice, bo kilkunastu tysięcy złotych nikt dziecku nie da do ręki. Jaki to on oszczędny, jaki zaradny, itp. ochy i achy.

Mimo wszystko tamten okres nauczył mnie organizowania gotówki, choć na pewno nie oszczędności - teraz żyję z dnia na dzień, bez zabaw w oszczędzanie. Chociaż... gdyby jeszcze było z czego odłożyć... kto wie...