drukuj

Muzeum w Stargardzie ma bardzo interesującą kronikę naszych terenów

Fachowe tłumaczenie języka szesnastowiecznego to koszt ok. 100 tys. zł. Muzeum na to nie stać. Na zdjęciu dyrektor Muzeum, Marcin Majewski z kopią dziennika Joachima von Wedla

To dziennik domowy z XVI/XVII wieku pisany przez Joachima von Wedla z podstargardzkiego Krępcewa.

Muzeum w Stargardzie ma kopię dziennika. Wydrukowany i jedyny na Pomorzu egzemplarz jest w Książnicy Pomorskiej.

– Są w nim opisane ważne wydarzenia i te codzienne, mniej istotne – mówi Marcin Majewski, dyrektor Muzeum w Stargardzie. – Są fragmenty o rodzinie, okolicznej szlachcie, wojnie z Turkami. Chcieliśmy wydać ten dziennik drukiem. Ale koszty tłumaczenia nas przerosły.

Kronika naszych terenów jest napisana w bardzo starym, dolnoniemieckim języku. Dziś bardzo rzadko używanym, jeśli już to przez starych, niemieckich rybaków. Najobszerniejsze partie kroniki obejmują lata 1570-1606.

– Ten Wedel to taki gość jak nasz Jan Chryzostom Pasek, który dokładnie rok po roku opisywał co się wydarzyło – mówi Marcin Majewski, zafascynowany historią rodu Wedlów. – Chętnie przeczytałbym tę kronikę od deski do deski.

Na razie na przetłumaczenie dziennika się nie zanosi. Ale wybrane, najciekawsze fragmenty można znaleźć w trzecim tomie Stargardii, wydawnictwie naukowym miejscowego muzeum. Tłumaczył je prof. Edward Rymar. Z kronik można się dowiedzieć, jak to pani Wedel z Morzycy z powodu grubiańskiego i chamskiego wręcz zachowania, za spuszczanie lania i turbowanie pachołków z Dolic została wyrzucona z dworu książęcego. Jest historia o tym, jak stargardzianie w sile 800 uzbrojonych ludzi z działami na wozach, bez żadnego ostrzeżenia ruszyli na Krępcewo i Rzeplino. Poszło o połów ryb na Inie. Ród szlachecki prowadził z nimi o to proces, ale mimo to mieszkańcy Stargardu zdecydowali się na napaść zbrojną.

– Tymczasem rzeczeni stargardzianie, zresztą rozpustni i butni ludzie, dotychczas wielcy wrogowie szlacheckiego stanu, podejmowali w związku z żeglugą i połowem wielokrotnie dokuczliwe napady – opisywał von Wedel. – (...) gdzieś około stu lub dwustu ludziom, którzy się nieopatrznie oddalili przetrzepaliśmy portki. Pomimo, że my o ten czyn gwałtu i łamania pokoju nie wnosiliśmy skargi przed sąd książęcy, a przed cesarski sąd kameralny, to jednak książę Jan Fryderyk, gdy dowiedział się o tym gwałcie, osobiście się sprawą zajął i jak wiadomość niesie, ukarał miasto grzywną 4 tys. czerwonych talarów.

W innym fragmencie Joachim von Wedel opisał jak w 1582 roku rozszalał się huragan. Przez trzy godziny niszczył kościelne wieże, budynki mieszkalne, wiatraki. Wyrządził wtedy wielkie szkody. Wedlowi zniszczył m.in. owczarnię i obalił ponad 200 sosnowych drzew na wzgórzu. W kolejnych można przeczytać, jak to wielka woda w Małej Inie zerwała wszystkie mosty i groble czy o anomaliach pogodowych 31 marca i 22 kwietnia 1586 roku, kiedy to spadły olbrzymie ilości śniegu. Jest też historia o trzech włóczących się łotrach. Jeden podawał się za kramarza, a dwóch za żebraków. Za złe czyny, których się dopuścili byli łamani kołem. Kobieta zaś, która w Rzeplinie i Przywodziu włamywała się do kościołów, została za to powieszona. Kronika zawiera wiele wątków osobistych.

– Po przetłumaczeniu to byłoby pokaźne dzieło – mówi dyrektor Muzeum w Stargardzie. – Mam nadzieję, że uda się to zrobić.

Zdjęcia

  • Fachowe tłumaczenie języka szesnastowiecznego to koszt ok. 100 tys. zł. Muzeum na to nie stać. Na zdjęciu dyrektor Muzeum, Marcin Majewski z kopią dziennika Joachima von Wedla

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze
tomeh
tomeh wt., 2010-07-13 16:30

Ogólnie nasze tereny

Ogólnie nasze tereny przechodziły liczne burzliwe dzieje, szkoda że w szkołach lokalnych o tym nie uczą