Lekarze stargardzkiego pogotowia nie udzielili dostatecznej pomocy cierpiącej osobie
81-letni pan Józef ze Stargardu ma nowotwór. Jest po poważnym zabiegu. Czeka na radioterapię. Mężczyzna źle się poczuł w nocy z niedzieli na poniedziałek. Jego córka nie mogła sama sobie poradzić. Wezwała pogotowie.
– Wył z bólu – opowiada ze łzami w oczach Krystyna Mrozik. – Zrywał z siebie ubranie, wyszarpywał cewnik. Z tego bólu tracił świadomość. Uważam, że lekarz pogotowia zlekceważył jego stan. Nie dał leku przeciwbólowego. Nie zabrał do szpitala.
Lekarz pogotowia ratunkowego, który tej nocy miał dyżur mówi, że chory do szpitala nie chciał iść.
– Nie mogę na siłę brać pacjenta do szpitala – tłumaczy Stefan Stojanowski, kierownik stargardzkiego pogotowia. – Poza tym to wezwanie nie kwalifikowało się do interwencji pogotowia. Pacjent choruje na chorobę przewlekłą. Zaleciłem wizytę w przychodni. Pacjent miał leki przeciwbólowe, daliśmy mu zastrzyk przeciwkrwotoczny.
Stargardzianka po godzinie ponownie zadzwoniła po karetkę. Jak mówi, słyszała od dyspozytora, że lekarz już nie przyjedzie. Pomocy odmówiono jej także w Centrum Zdrowia przy ul. I Brygady, gdzie zadzwoniła przed godz. 6. Kazano jej czekać do godziny ósmej, aż zacznie przyjmować lekarz rodzinny.
– Niech ta pani przyjdzie – mówi Jadwiga Góral, kierownik przychodni, która pełni w Stargardzie nocne dyżury. – Przeanalizujemy tę sytuację, wyjaśnimy. Ale my też nie jeździmy do chorób przewlekłych.
Cierpiącego mężczyznę karetka zabrała do szpitala dopiero w południe.
– Chcę za to podziękować Krystnie Głuszczyńskiej, lekarce z przychodni kolejowej – mówi Krystyna Mrozik. – Ona nam pomogła.


























Kontakt:
"dzień walki z rakiem",
"dzień walki z rakiem", "Dzień bez bólu" i tym podobne oszukane akcje mydlą ludziom oczy. Chory na raka jest traktowany gorzej niż bezdomny pies. Gdzie ma się zgłosić kiedy w nocy napada go ból nie do wytrzymania? Najlepiej wziąć taxi i jechać na Golęcin. Chyba,że akurat nie ma pieniążków, wtedy ma się zamęczyć na śmierć.
Współczuję serdecznie.
Jeśli pacjent nie chce iść do szpitala, to rzeczywiście nie można go zabrać siłą. Ale w całej tej sytuacji straszne jest to, że kobiecie N I E WSKAZANO miejsca, gdzie może uzyskać pomoc dla chorego ojca. Co to znaczy, że do przewlekle chorych nie jeżdżą z przychodni? To kto ma im pomagać??? Pytam, bo mam podobną sytuację w rodzinie i naprawdę nie wiedziałabym, gdzie szukać w takiej sytuacji pomocy.
Żal mi chorych, ale...
W tym przypadku jasno widać, że winny jest sam chory! Karetka przyjechała, ale on odmówił przewiezienia do szpitala. Po godzinie pani dzwoni ponownie na pogotowie... po co? Żeby znowu przyjechali i usłyszeli odmowę wyjazdu do szpitala? Przecież pogotowie nie jest od takich "prywatnych wizyt"! A do tego sprowadzają się oczekiwania tych państwa. Żeby lekarz pogotowia, w końcu nie onkolog, leczył pacjenta w mieszkaniu.
Koniec końców pan pojechał do szpitala, a że tyle z tym zwlekał to jego sprawa...
@Elżbieta.54
Pani WSKAZANO gdzie ma się udać! Do szpitala karetką lub do lekarza w godzinach przyjęć. Przecież to była noc i trudno oczekiwać, żeby lekarze przyjmowali.
Aydin,
@Aydin:Do szpitala chory nie chciał, fakt. Ale przychodnia na I Brygady miała udzielać pomocy w godzinach nocnych, to są dla niej godziny przyjęć. Czy w tym czasie nie ma wyjazdów do chorych? Każda przychodnia w godzinach przyjęć ma wizyty domowe. Czy ta przychodnia w godzinach swoich przyjęć nie ma wizyt domowych? Czy w nocy wszystko załatwia pogotowie? Nie jestem złośliwa, mam ze służbą zdrowia wiele do czynienia i wiem o trudnościach ale i zwykłym niechlujstwie. Po prostu chcę wiedzieć gdzie udać się po pomoc w nagłym przypadku wymagającym pomocy medycznej u osoby przewlekle chorej. Pani Jadwiga Góral, kierownik przychodni stwierdziła, że "nie jeżdżą do osób przewlekłych". Co to znaczy? Kto im udziela pomocy jeśli nie mogą dojść do przychodni?
Dla mnie to proste i oczywiste...
@Elżbieta.54:Mylisz pogotowie ze szpitalem.
Pogotowie udziela pomocy doraźnej i w razie potrzeby przekazuje pacjenta do szpitala. Chory jednak nie chciał się tam udać. A pogotowie nie ma fizycznej możliwości udzielić pomocy choremu przewlekle na nowotwór. Udziela pierwszej pomocy, stabilizuje pacjenta w razie potrzeby i przekazuje do szpitala lub innego ośrodka medycznego posiadającego możliwości leczenia. Również przychodnia nie jest taką formą opieki, gdyż nie posiadają sal dla chorych. Najpewniej i tak wysłaliby go do szpitala, bo tam jest jego miejsce.
Praca przychodni dyżurnej
Co do zachowania pracowników przychodni dyżurnej, proponuję złożyć oficjalne zawiadomienie do NFZ w Szczecinie. Sam parę miesięcy temu miałem tam "przyjemność" być u lekarza. O sytuacji również pisałem na MMStargard. Złożyłem oficjalne zażalenie na pracę tej placówki. NFZ wówczas odpowiedział mi, że po kontroli nie stwierdzono żadnych uchybień, ale przeproszono za zaistniałą sytuację. Co ważne zapewniono mnie, iż sytuacja w tej placówce będzie monitorowana i w przypadku dalszych skarg będą wszczęte odpowiednie procedury. Dlatego należy składać zażalenia na pracę tej placówki. Chociaż i tak nie wierzę, że to coś zmieni. Jednak coś należy działać, a nie milczeć.
Tylko że ci państwo NIE UDALI SIĘ do przychodni dyżurnej.
@krzysztof:Wezwali pogotowie, które nie zajmuje się opieką domową przewlekle chorych. Nawet gdyby przewieźli pacjenta do przychodni, to w nocy raczej nikt mu tam nie pomoże, tylko odeślą do szpitala. Takie procedury i tak to wygląda. Na dyżurze nocnym w przychodni nie ma raczej specjalistów, jest pewnie tylko lekarz pierwszego kontaktu.