Dzwonią Czytelnicy. Czyli w Stargardzie o... biletach za postój
– Nie zbiednieję o te parę złoty, które musiałem zapłacić w biurze Strefy Płatnych Parkingów – mówi zdenerwowany pan Krzysztof ze Stargardu. – Ale chodzi o to, że pracownicy firmy obsługującej strefę robią niewyobrażalne rzeczy! Wykupiłem bilet za postój i włożyłem jak zawsze za przednią szybę, by był widoczny. Gdy przyszedłem, za wycieraczką miałem mandat za nieopłacony postój. Najprawdopodobniej było tak, że podczas zamykania drzwi zrobił się powiew i bilet spadł na siedzenie. Leżał na nim jak wróciłem. Pracownik mógłby patrzeć uważniej, wtedy dojrzałby, że bilet był. Poszedłem do biura, pokazałem im bilet. Nie pomogło. Karę i tak musiałem zapłacić.


























Kontakt:
A regulamin?
Wydaje mi się, że po okazaniu opłaconego biletu - kara powinna być anulowana. Tak kiedyś czytałam w regulaminie SPP.