drukuj

Adam Parzych: Gdyby nie Spójnia Stargard, wróciłbym do USA

Adam Parzych chwali kibiców Spójni i atmosferę w zespole

Wywiad z Adamem Parzychem, nowym zawodnikiem Spójni Stargard.

– Jest pan zadowolony z debiutu w Spójni, w którym rzucił pan sześć punktów, ale miał też sześć strat.

– To nie jest jeszcze to, co pokażę niebawem. Potrzebuję trochę czasu, żeby przystosować się do nowego stylu gry. Muszę przejść przyspieszony kurs w tym zakresie.

– Na razie kibice dają panu taryfę ulgową, bo wiadomo że potrzebuje pan czasu na zgranie się z zespołem. Ale po kilku meczach przyjdzie czas na prawdziwą ocenę.

– Potrzebuję trzech tygodni, żeby wrócić do formy i wtedy będzie można oceniać moją przydatność do stargardzkiego zespołu. Wierzę że będzie dobrze. W Spójni jest fajna atmosfera. Fajni są kibice. Chciałbym razem ze stargardzkim zespołem wywalczyć awans do play off pierwszej ligi.

– Jak to się stało, że na dłużej wyjechał pan do USA?

– Moi rodzice długo byli w Nowym Jorku, gdzie wyjechali w poszukiwaniu lepszego życia. W Stanach Zjednoczonych była też moja babcia, więc wszyscy mieliśmy zielone karty i mogliśmy przebywać w USA. Jeździłem tam na wakacje i któregoś dnia przyszedł do mnie trener koszykówki John Albano, który dowiedział się że jakiś chłopak nieźle gra na podwórku w koszykówkę. Tak to się zaczęło.

– To ten trener namówił pana do pozostania w USA?

– Tak, ale nie od razu. Potrenowałem u niego trochę, ale na koniec wakacji wracałem do Polski. Trener mówił mi żebym został, mieliśmy nawet zagrać o to w kosza. Wróciłem jednak do Polski. Byłem w Szkole Mistrzostwa Sportowego w Warce. Ale z rodzicami uznaliśmy, że lepiej jak pojadę do USA. Miałem siedemnaście lat. Pojechałem więc i dwa pierwsze lata grałem w zespole trenera Albano. Później były inne szkoły, nowi trenerzy. Ale z trenerem Albano ciągle jestem w kontakcie, gram u niego w lidze letniej, codziennie rozmawiamy.

– Łatwo przyszło panu po siedmiu latach wrócić do Polski?

– Cały czas chciałem grać w koszykówkę w Polsce, więc nie była to trudna decyzja. Tylko że jak tu przyjechałem, to mimo zainteresowania różnych klubów nikt przez dwa miesiące nie zaprosił mnie, bym pokazał co potrafię. W tym czasie mieszkałem u siostry. Wreszcie przyszła propozycja z pierwszoligowego Sokoła Łańcut, ale nie porozumieliśmy się w kwestiach finansowych. Później przyszła oferta ze Stargardu. Gdyby nie Spójnia to wróciłbym do USA.

– Jakie są główne różnice między polską pierwszą ligą, a rozgrywkami w USA, w których pan grał?

– W USA gra się szybciej i tam jest wiele atletycznych zawodników. Jeśli chodzi o samą grę, to na akcję w ataku jest 35 sekund, więc w polskiej lidze trzeba szybciej oddawać rzut.

Zdjęcia

  • Adam Parzych chwali kibiców Spójni i atmosferę w zespole

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać