5. marca 1945. Pamięć i tożsamość
Przez blisko pół wieku władze Polski Ludowej „wkładały" do głów swoich obywateli etos czerwonoarmisty – gieroja, niezwyciężonego i prawego któremu przeciwstawiano żołnierza nazistowskiego. Potem po zachłyśnięciu się długo oczekiwaną wolnością chcieliśmy się pozbyć wszystkiego co radzieckie, jednak od kilku lat zdaje się zauważać znów zmianę stanowisk. Dziś wiedząc o zbrodniach dokonanych przez żołnierzy obu armii nie zapominamy, o bezimiennych bohaterach tamtych czasów. Bez znaczenia po której stronie wówczas stały i walczyły dziś należy im się szacunek oraz pamięć historyczna.
W okresie PRL zlikwidowano większość elementów kojarzących się z Niemcami i niemiecką historią Stargardu. Zniszczono także cmentarze i miejsca pamięci narodowej. A pomniki z dawnej nekropolii Polacy wprowadzali w „drugi obieg". Do dziś w najstarszej części cmentarza komunalnego wśród polskich nagrobków można zauważyć wykorzystane elementy niemieckich grobów.
We współczesnym krajobrazie Stargardu nietrudno napotkać na elementy opiewające glorię Związku Radzieckiego. Kilka pomników na Cmentarzu Wojennym, w tym Mauzoleum z pl. Wolności, kolumna Zwycięstwa w samym sercu miasta czy obelisk przy ul. Lotników. Od 1999 na Starym Cmentarzu Komunalnym w Stargardzie w porozumieniem z Mniejszością Niemiecką otwarto lapidarium z tablicą „Ku przestrodze żyjącym", które rozbudowano w minionym roku. Przez wiele lat płyty nagrobne niemieckich mieszkańców miasta służyły jako płyty chodnikowe czy materiał do budowy murków.
Cieszy, że przez te lata dojrzeliśmy jako lokalna społeczność. Zaczęliśmy dostrzegać nie tylko martyrologię własnego narodu, ale też jesteśmy w stanie, jeśli nie zapomnieć to chociaż wybaczyć i dostrzec dramat zwyczajnych obywateli także niemieckich – ówczesnych stargardzian.
Ostatnią częścią mojego cyklu „5. marca 1945" będzie sprawa strat kulturalnych, jakie Stargard wtedy poniósł.





























Kontakt:
Historia kołem się toczy
Dziś jest nam łatwiej oceniać to co miało miejsce przed 66 laty na ziemi pomorskiej. Demokracja i jawność badań historycznych pozwala na snucie wielu wątków,choć nie zawsze prawdziwych. Często na wydarzenia z 1945 roku patrzy się poprzez pryzmat niezdrowych emocji, które nawarstwiły się i w czasach PRL-u i po 1989 r. Bardzo mało mało osób stara się oceniać czas II wojny światowej na tyle bez stronie by bardziej wyciągać wnioski niż deliberować nad jej dzisiejszą oceną. Stargard i tzw. ziemia szadzka do 1945 r. były zamieszkiwane przez ludność pochodzenia niemieckiego od ponad 600 lat, a wcześniej nigdy nie były polski, a jedynie wchodziły w skład państwa Mieszka I/Dagoberta, który nie utożsamiał się z broń Boże z Polską, ale to inna historia. Okres przed zdobyciem miasta przez armię czerwoną w dn. 05 marca 1945 r. jest stosunkowo dobrze udokumentowany i nie brak jest źódeł rosyjsko i niemiecko języcznych opisujących fakty będące dziś zapomniane. Należy tu wspomnieć iż głównym przyczynkiem polskości Stargardu po 1945 r. były konsultacje polityczne prowadzone przez państwa sprzymierzone podczas konferencji jałtańskiej. Podjęte tam decyzję pozwalały na pozostawienie ziem polskich zajętych przez Rosjan 1939 r. , a nam na otarcie łez dano ziemię na wschód od linii Nysy i Odry. Jednocześnie była to potwarz dla Hitlera za wywołanie wojny. Oczywiście ten przebiegły plan nie był do zaakceptowania przez rząd londyński, dlatego też sowieci stworzyli KRN, która robiła wszystko co Stalin i jego zausznicy wymyślili. Tak i Stargard wraz z wieloma innymi miastami i wsiami stał się Polski. Jednak wojska rosyjskie wchodząc na te tereny w 1945 r. nie traktowały ich jako polskich. Ugruntowywała ich w tym silna obrona tych ziem prowadzoną przez wojska niemieckie, które wiele miast zamieniło w twierdze nie licząc się z konsekwencjami ich zniszczenia. Niemcy broni swoich ziem, gdzie od 600 lat mieszkali, gdzie były ich domy, rodziny, groby najbliższych. Obrona terenu związana z emocjami jest najtragiczniejsza, często prowadzi do wyniszczenia. Siły niemieckie, już bardzo przetrzebione po operacji Sonnenwende , wsparte przez cywilne odziały paramilitarne,oddawały miasto za miastem, wieś za wsią. Natężenie ofensywy marcowej było tak duże iż pancerne pododdziały wojsk rosyjskich miały czasami dobowe wyprzedzenie przed wspierającą ich piechotą. Wojska rosyjskie stosowały taktykę niszczenia wszelkich punktów oporu, które spotkały na swojej drodze. Gdy zawodziła piechota, uderzała artyleria, gdy ta sobie nie radziła wzywano lotnictwo. Nie liczono się zupełnie ze stratami ludzkimi a co dopiero w zabudowie miejskiej. Każdy potencjalny punkt oporu był ścierany z mapy silnymi uderzeniami, a że wiele budynków było przez Niemców zamienianych w bunkry to i wiele zostało zniszczonych. W Stargardzie należy również pamiętać o nalotach alianckich z 1944 r i ich skutkach, podobnie w Szczecinie. Zniszczenia materii miejskiej są normalny w czasie wojny totalnej, a taką była w wojna z 1945 r. Taka jest prawda iż wojska rosyjskie nie kierowały się sympatią do mienia niemieckiego, niszcząc je, a co wartościowsze wywożąc do Rosji. Ale jak im nie przyznać racji, kiedy większość w tej armii to ludzie ze wschodnich regionów Rosji, którzy z zetknięciu z cywilizacją nie doceniali jej wartości. Słynna powiastka jak to żołnierz rosyjski wyrwał kran ze ściany, bo z niego woda leciała i wywiózł go na wschód do rodzinnej wsi z myślą iż tam też woda z niego lecieć. Należy tu również przyznać trochę racji politruką sowieckim którzy starali się zmienić ich tok myślenia, ale nie zawsze to wychodziło, nie wiele wspomina się również o przeciwdziałaniu takim zachowanią jak bezmyślne niszczenie i popełniane przestępstwa na ludności niemieckiej czy też mieniu. Karne jednostki były pełne takiego elementu, a ich przeżywalność była bardzo nikła w czasie prowadzenia rosyjskiej taktyki rozpoznanie bojem. Czasami jednak i to nie miało miejsca, patrz Denim. Ale taka jest wojna pomiędzy dwoma systemami totalitarnymi, faszyzmem i komunizmem, totalna i destrukcyjna, nie licząca się z ludźmi i ich otoczeniem.
A co do pozostałości po poprzednich mieszkańcach tych ziem, które były masowo niszczono przez władzę i zwykłych ludzi w okresie powojennym to należy wspomnieć o ich nie pewności co do statusu tych ziem. Do 1971 roku wszystko było tylko tymczasowe, nie pewne. Nie zapominajmy o działaniach ziomkostw niemieckich i ich działaniach zastraszających mieszkańców tych ziem, słynne listy byłych właścicieli niemieckich do obecnych mieszkańców. Ale czy my zapomnieliśmy Wina czy Lwowa ?
Dziś mówimy Stargard jest Polski, Pomorze jest Polskie, ale nie zdajemy sobie sprawy iż tak nie jest, nie do końca ? Nasz 66 letnia historia tych ziem jest bardzo krótka, ale jeśli chcemy ja kontynuować to musimy stawiać pomniki polskości na tych ziemiach, naszej obecności. Kultywowanie pomników niemieckiej przeszłości uwiarygadnia moje twierdzenie o nie polskości tych ziem. Możemy je szanować i podziwiać, chronić przed zatraceniem i zniszczeniem ale nie możemy pozwolić na ich renesans, niech sobie będą, niech będą świadectwem przyszłości, ale nie niemieckiej historii, ale pomorskości tych ziem. Twórzmy nowe ślady, miejsca i nie pozwólmy sobie wmówić że wszystko co złe to tylko żołnierze sowieccy uczynili i władza komunistyczna, dziś również wiele złego się dzieję, a wyalienowanie elit politycznych nie ma końca. Pozdrawiam
I to są te kontrowersje
"a wcześniej nigdy nie były polski, a jedynie wchodziły w skład państwa Mieszka"
Gdy państwo polskie powstawało za czasów Mieszka I pierwsza dzielnicą przyłączoną do tzw macierzy było Pomorze Zachodnie i ta sytuacja trwała do czasów Chrobrego.Krótko po chrystianizacji pomorza przez Ottona z Bambergu sytuacja Pomorza zmieniła się i już tak jednoznaczna nie była. "Jednoznaczna" to też stwierdzenie bardzo ryzykowne ponieważ Pomorze Zachodnie było nadzwyczaj labilne. Czy Pomorze Zachodnie było polskie? Było bo wchodziło w skład państwa polskiego choć bardzo krótko.Przyłączanie ziem było wtedy nagminną praktyką i taka była geneza powstawania państw.Z resztą wypowiedzi się zgadzam. Szczególnie popieram fragment mówiący o pozostawianiu trwałych śladów polskości na tych ziemiach. Nie rozumiem czasem praktyk, które nie mają na celu upamiętnianie byłych mieszkańców a wręcz podtrzymywaniu kultu osób czy wręcz historii niemieckiej.Bywa, że prawie czci się osoby , które były zasłużone dla historii Niemiec, ale nie przychylne dla Polski.Coraz częściej wychodzimy niepotrzebnie przed szereg w imię poprawności politycznej.Powinniśmy tworzyć własną tożsamość o ile chcemy tu pozostać , szanując historię . To nie te czasy by rugować wszystko co było wrogie. Trzeba umieć to wykorzystać dla własnych celów.
Należy pamiętać, że Pomorze to ziemie jeżeli bardzo krótko Polskie to jednak słowiańskie.
Dobrzaniak -pozdrawiam